Z perspektywy Susan
Około godziny dziewiątej do mojego pokoju wtargnęła mama.
- Ja dostałam ważne wezwanie, zaraz po mnie przyjadą i jadę do Manchesteru. Wrócę jutro - mówiła .
- I co w związku z tym? - zapytałam, udając, że mnie to obchodzi.
- Masz zająć się Eleonore. I bez żadnego ale!
- Że niby mam zostać z tym smrodem ?
- Tak.
- Pff! Jeszcze czego! Ja dzisiaj wychodzę... Już jestem umówiona.
- To przełóż spotkanie ,albo coś wymyśl - powiedziała i po chamsku wyszła.
Nie całą minutę później usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami. Przewróciłam oczami i myślałam jak się pozbyć młodszej siostry. Nagle zauważyłam, że to dziecko stoi w drzwiach.
- Co chcesz? -zapytałam z pogardą.
- Pójdziemy dzisiaj do parku? - popatrzyła na mnie i chyba starała się słodko uśmiechnąć, ale ja stwierdziłam, że na mnie to nie działa.
- Weź wyjdź - odpowiedziałam.
Jeszcze trochę poleżałam w łóżku, a jak już się zwlekłam z niego, to udałam się w stronę kuchni. Po drodze zajrzałam do pokoju Elenatora, sprawdzić czy żyje. Coś cicho było, więc musiałam się upewnić. Ale ona się bawiła tylko jakimiś lalkami.
Jak już dotarłam do kuchni, to zrobiłam sobie śniadanie, a konkretniej wielką miskę płatków z mlekiem. Zabrałam swoje "danie" i udałam się do salonu. Rozłożyłam się na kanapie i włączyłam tv.
Usłyszałam dźwięk mojej komórki. Popędziłam więc do swojego pokoju i złapałam za telefon. Zadzwoniła do mnie Mary.
Z perspektywy Mary
Stałam na zimnym i mokrym przystanku. Zmarźnięta postanowiłam zadzwonić do Derpa uprzedzić ją o swoim przyjeździe. Nie obchodziłoby mnie to gdyby nie strach przed spotkaniem jej mamy:
- Sieema suczyzno. Nie ma twojej mamy? - spytałam.
- No nie ma... A coś się stało?
- Nie, nie. Jest wszystko gites majonez. No więc zara u ciebie będę. Mam nadzieję, że chociaż trochę się ogarnęłaś.
- E... No załóżmy...
- Dżizas kurwa ja pierdole - rozłączyłam się i wsiadłam do autobusu.
Dzisiaj na wieczór zaplanowana była impra. Nie pamiętam już od kogo się od niej dowiedziałam. Ale ważne jest to, że ja i Suzy wybieramy się na nią... przynajmniej mam taką nadzieję.
Jakimś dziwnym cudem momentalnie znalazłam się pod domem Mad. Wbiegłam do niej i zaczęłam szperać w lodówce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz