z punktu widzenia Susan
Wzięłam do ręki telefon i napisałam do niego tak po prostu. Nie czekałam długo na odpowiedź. W sumie to nie była odpowiedź, bo on zadzwonił.
- Tak? - zapytałam jakaś taka spokojna.
- Więc chcesz się spotkać ? - on z kolei był dziwnie podekscytowany.
- Nie będę mówić, że nie, bo bym skłamała.
- To może chcesz przyjechać do mnie ?
- A nie będzie to większy problem?
- No raczej - zaśmiał się.
- No to ...
- Podać adres? - przerwał mi i podał należytą nazwę ulicy.
Ogarnęłam, że on mieszka jako sąsiad chłopaków z One Direction.
- Ooo. Byłam parę razy już na tej ulicy, moi kumple tam mieszkają! - prawie krzyknęłam, bo byłam tak zadowolona, iż wiem gdzie to jest.
Niby większość swojego życia spędziłam w tym mieście, ale ogarniałam tylko te ważniejsze dla mnie miejsca. I fakt, iż ogarniam dane miejsce od niedawna był dla mnie czymś wielki.
- No to spoko. O której mam się ciebie spodziewać? - zapytał.
- A o której chcesz?
- Jak dla mnie? Możesz być nawet zaraz.
- No to niedługo mnie zobaczysz w progu drzwi.
- Cieszy mnie to bardzo - dziwnie się zaśmiał. - To przybywaj szybko - no i tak bezczelnie się rozłączył.
Zawiodłam się trochę na nim. No ale umówiłam się. Jestem optymistką, więc wmawiałam sobie 'na żywo okaże się fajny'. No niby jestem tą optymistką, ale każdy ma tą małą pesymistyczną stronę. Ta strona mówiła : 'jesteś głupia, za szybko się chcesz pocieszyć'. No i zaczęła się walka. Kłóciłam się ze samą sobą. A wyglądało to mniej więcej tak:
- Nie powinnaś tego robić.
- No ale poznawanie nowych ludzi jest fajne.
- A co jak on jest głupi?
- A co jak jest zajebisty?!
- No chyba cię pojebało.
- No chyba ciebie!
- Pierdol się.
- Spierdalaj.
No i tak całą drogę, którą przebyłam autobusem. Zapukałam. Drzwi otworzył oczekiwany przeze mnie blondyn. Gestem ręki zaprosił mnie do środka.
- Sam jesteś ? - zapytałam.
- Tak. Starsi wyjechali w jakąś delegacje... Długa historia - wyjaśnił.
Weszliśmy do pokoju z wielkim telewizorem. Usiedliśmy na kanapie.
- Może obejrzymy jakiś film? - zaproponował.
- Możemy - uśmiechnęłam się.
Chłopak przyniósł coś do picia i popcorn . Wkurzał mnie trochę. Oglądaliśmy film romantyczny. Im romantyczniejsze chwile były tym bardziej on się do mnie przysuwał, a ja się oddalałam. W końcu Jack złapał mnie za rękę i zbliżył się do mnie.
- Wiem że tego chcesz - wyszeptał.
- Nie chcę! Puszczaj zboku! - zaczęłam krzyczeć .
- Chuj mnie to! - zaczął mnie rozbierać.
Wyrywałam się i krzyczałam jak mogłam. A on to zrobił. To co właśnie wszyscy sobie wyobrażacie. A ja byłam bezsilna. Bezsilna jak nigdy. Po skończonej 'robocie'usiadł do mnie tyłem i powiedział:
- Możesz już sobie iść.
- Możesz już sobie iść.
Nic nie powiedziałam. Cała zaryczana się ubrałam. Żałowałam, że nie posłuchałam mojej pesymistycznej strony. On był złym człowiekiem. Zdruzgotana poszłam do chłopaków. Drzwi otworzył Zayn.
- MÓJ BORZE! CO CI SIĘ STAŁO ?! - zaczął krzyczeć wciągając mnie do domu.
Ja rozryczałam się jeszcze bardziej. Stanęłam w progu do salonu. Jak Niall mnie zobaczył to aż się zerwał z miejsca i podbiegł.
- Jeeezuuuu ! CO ?! GDZIE?! JAK?! - również zaczął krzyczeć.
- To ten Jack. Jack Donne - wyjaśniłam przez płacz.
Ledwo mnie zrozumieli.
- Nasz sąsiad?! - skrzywił się mulat.
- Tak .
- Mam mu wpierdolić? - ponownie zadał mi jakieś pytanie.
- Jak najmocniej !
- Zajmij się nią a ja idę mu sprawić ostry wpierdol - powiedział Malik i z hukiem wyszedł z domu.
Usiadłam roztrzęsiona na kanapie. Słyszałam jak Niall szybko wszedł do łazienki, a potem poleciał do kuchni. Wrócił z niebiesko-zielonym kocykiem w paski i szklanką wody. Okrył mnie kocykiem i dał szklankę do ręki, po czym sam usiadł obok mnie. Nie wnikałam już po co mi kocyk, ale to było miłe.
- Powiesz mi co się stało, czy nie chcesz? - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zapamiętałam go z tego, że jego ciekawość nie zna granic.
Opowiedziałam mu co się stało i spojrzałam na niego. On też zaczął ryczeć jak głupi.
- A ty czemu ryczysz? - zdziwiłam się.
- Bo jak komuś jest smutno to mi też - odpowiedział co mnie bardzo rozbawiło.
Potem przyszedł zadowolony Zayn i spojrzał dziwnie na nas. Nie dziwię mu się. Zadzwoniłam jeszcze po Mary i cała nasza 4 siedziała w tym salonie. Oni próbowali mnie wspierać i pocieszać. Nawet nie wiem kiedy pozasypialiśmy w siedzących pozycjach.
______________________________
wiem że rozdział jest mega dziwny ale nie miałam innego pomysłu *.*
- Bo jak komuś jest smutno to mi też - odpowiedział co mnie bardzo rozbawiło.
Potem przyszedł zadowolony Zayn i spojrzał dziwnie na nas. Nie dziwię mu się. Zadzwoniłam jeszcze po Mary i cała nasza 4 siedziała w tym salonie. Oni próbowali mnie wspierać i pocieszać. Nawet nie wiem kiedy pozasypialiśmy w siedzących pozycjach.
______________________________
wiem że rozdział jest mega dziwny ale nie miałam innego pomysłu *.*
Ciekawa historia się zapowiada. A Zayn zadowolony wrócił :D
OdpowiedzUsuńŁo kurwa O.o Ja też chcę tak zajebiście pisać! Naucz mnie tego! :3
OdpowiedzUsuń