czwartek, 12 lipca 2012

Rozdział 29


z punktu widzenia Suzy

Obudziłam się jako pierwsza. Nie chciałam nikogo budzić. Zwlekłam się delikatnie z kanapy tak by nie obudzić śpiącego obok Nialla. Ogarniałam dom tak mniej-więcej i udało mi się trafić do łazienki. Umyłam włosy szamponem męskim, nie miałam wyboru. Jak już ubrałam ciuchy, usłyszałam jakiś szept pod drzwiami.
- Niall czy to ty? - zapytałam.
- Tak. Ja chciałem się spytać, czy długo jeszcze będziesz? - odezwał się blondyn.- Bo ja tylko muszę coś zabrać.
- Jak chcesz to wejdź. Ja już jestem ubrana - oznajmiłam, a drzwi otworzyły się. 
Blondyn wszedł i zabrał jakąś bluzkę wiszącą na kaloryferze przytwierdzonym do ściany obok lustra.
- Ej … - zaczęłam.
- Tak?
- Nie żeby coś, ale mogę użyć suszarki?
- Jasne! Zayn raczej się nie obrazi … - powiedział po czym obydwoje o mało co nie wybuchneliśmy śmiechem.
- No ja mam nadzieje – odparłam.
Chłopak wybył z łazienki, a ja wysuszyłam kłaki. Jak już wyszłam to nikt już nie spał.

z punktu widzenia Mary

- O tu jest ta która po raz nieokreślony straciła dziewictwo.
- Też miło cię widzieć – odpowiedziała.
- To w końcu wytłumaczy mi ktoś co się stało? – zapytał zirytowany Louis.
- Nie, kurwa – odpowiedziałyśmy chórkiem i Suzy rzuciła się obok mnie na kanapę.
- Dzięki… - odpowiedział bezradnie i usiadł na fotelu obok nas.
- Co będziecie dzisiaj robić? – zapytał Zayn.
- Ja najprawdopodobniej spotkam się z Danielle – powiedział Liam.
- Ja to… Nie wiem – Harry zrezygnowany polazł do swojego pokoju.
- A ja się gdzieś przejdę czy coś – rzucił Zayn – a wy? – spojrzał się na mnie i Suzy.
- No ja muszę ogarnąć kota… - odpowiedziałam.
- Co? – spytali zdziwieni.
- No wczoraj znalazłam z Louisem kota no i chyba trzeba by było mu dom znaleźć co nie? – wszyscy mi przytaknęli.
- To ja ci pomogę – Louis zaproponował z radością w głosie.
- Wczoraj nawet nie chciałeś go ściągnąć z głupiego drzewa! – zbulwersowałam się, a on tylko wymamrotał coś pod nosem -  Suzy a ty? – spojrzałam na nią z ciekawością.

z punktu widzenia Suzy.

- Ja to nie wiem. Raczej nie mam planów – odpowiedziałam olewając wszystko co przed chwilą mówili.
Wszyscy z resztą olali sytuację i się porozchodzili. Zostałam sama z Niallem. Nagle zachciało mi się narkotyków. Tak po prostu. Próbowałam coś na szybko wymyślić no ale nic się nie udało. Po prostu wyszłam z domu. Blondyn podążał za mną. Miałam tak wielką chęć na cokolwiek, że obojętne mi było odtrącenie go. Nie chciałam by widział, że robię coś o czym nie wie.
 - Dlaczego za mną idziesz? – zapytałam lekko podenerwowana.
- Bo Cię kocham – powiedział bezmyślnie po czym schował twarz w dłoniach.
Tak szczerze to mnie zatkało. Nie wiedziałam czy coś do niego czuje. Przecież ostatnio mam pecha do facetów. A co jak z nim też jest coś nie tak? Ale też przecież nie jestem latawicą żeby tak facetów zmieniać.
- Widocznie nie poznałeś jeszcze mojej przyjaciółki – ja również odpowiedziałam bezmyślnie.
- Jakiej przyjaciółki? – stanął zakłopotany.
- Jest ode mnie ładniejsza i mądrzejsza. Stoi za tobą – wskazałam nawet palcem.
Blondyn gwałtownie obrócił się.
- Ale tu nikogo nie ma – stwierdził Niall.
- No widzisz. Jakbyś mnie kochał to byś się nie odwrócił – rzuciłam i spuściłam wzrok.
 Ukradkiem spoglądałam na reakcje.  Jego oczy zeszkliły się. Nic nie powiedział. Odwrócił się i bez słowa pożegnania oddalił się.  Normalnie poszłabym to wyjaśnić ale uzależnienie było silniejsze.
- Wybacz Niall – szepnęłam pod nosem gnając w stronę mojego domu niczym popierdolona antylopa.
A gdy już do niego wtargnęłam, to z prędkością światła zapierdalałam do mojego pokoju.  Gwałtownie otworzyłam szufladę w której miałam wszelkiego rodzaju narkotyki. Wyjęłam pierwszą lepszą strzykawkę i wbiłam ją sobie w rękę czując tą cudowną ekstazę. Ocknęłam się po jakimś czasie. Nie wiem jakim cudem obok mnie siedział Zayn .
- BOOOOŻE – podskoczyłam aż z wrażenia.
- Oj nie ładnie, nie ładnie – kiwał dziwnie głową spoglądając na strzykawkę leżącą obok mnie.
- No nie gaaaadaj no! Obiecaj że nikomu nie powiesz! – spojrzałam błagającym wzrokiem.
- Dlaczego to mu zrobiłaś? – mulat był zbulwersowany.
- Ale że co i komu?
- Nie udawaj.
- Że Niall ?
- Nie kurwa zakonnica!
- Ja pierdole – odparłam po czym zwlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę szafy. – A teraz będę udawać, że mam na wszystko wyjebane. Założę za dużą bluzę i trampki. Pójdę nad rzekę i będę sobie wyobrażała, że ta sytuacja nigdy nie zaistniała. Ze nie mam się czym denerwować. A znając moje szczęście wracając go spotkam a on będzie chciał o tym gadać – wypowiedziałam się zabierając dane ciuchy z szafy i wyszłam z pokoju. Po drodze wszystko zakładałam. Z suszarki z ciuchami zgarnęłam jeszcze spodnie i wszystko było cacy. Poszłam nad tą rzekę. Usiadłam po turecku i rozmyślałam nad tym wszystkim.


3 komentarze:

  1. Wyczekałam się w końcu *O* Zajebisty rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. wow. bardzo podoba mi się Twój sposób pisania z różnych punktów widzenia. zapraszam do siebie http://oknozadomem.blogspot.com/ każdy komentarz jest dla mnie skarbem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział : ) x
    Polecisz mnie ? Z góry dzięki . ♥
    http://69invisible.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń