z punktu widzenia Susan
Obudziła mnie jakaś prostacka pielęgniarka.'Zajebiście! Kolejny dzień budzę się wkurwiona...Nie dam się! Dobru humor mam, komu go dam?' -pomyślałam.
- Zaraz będziesz mieć gości, potem kolejnych i jeszcze jednego-oznajmiła kobieta w bieli.
- Rzygam tęczą prze pani... Stwierdzam rzyganie tęczą, bo mimo mojego wkurwienia mam dobry humor - oznajmiłam.
Facetka się skrzywiła.
- Jakiś problem? - zapytałam z intrygą.
Pielęgniarka nic nie odpowiedziała i wyszła. Po jakimś czasie do mej zacnej salki weszła moja matka. Za sobą ciągnęła niebieską walizkę. Usiadła obok mnie na krześle i zaczęła płakać.
- Mamo, co ty odwalasz ? - spojrzałam na nią jak na kretynkę.
- Ja już nie wiem co ja mam z tobą zrobić! Nie daję już sobie rady. Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz? - mówiła przez łzy.
- Przecież to ty mnie olewasz. Masz Eleonore, tego chłoptasia... Jak bym się przekręciła to bym ci tylko ulżyła - wrzasnęłam.
- Tak ? To mylisz się. Obiecuję ci ! - kobieta podniosła się z krzesła.
- Ale co ? - zapytałam zdziwiona.
- Jak tylko stąd wyjdziesz to jakiegoś psychologa ci znajdę albo do jakiegoś psychiatryka cię dam ! - rzuciła walizkę i wyszła.
Złapałam za walizkę i zaczęłam się rozpakowywać. Postanowiłam się też przebrać. Zabrałam całą walizkę i pomaszerowałam do szpitalnych łazienek. Delikatnie się umyłam. Musiałam uważać na poharatane ręce. Ubrałam na siebie luźną bluzkę w biało-czarne paski z wielkim sercem, krótkie jasno dżinsowe spodenki i czerwone vansy, oraz czarne kujonki. Zauważyłam, że mama do walizki wcisnęła też mojego laptopa. Włączyłam go i siedziałam na różnych stronach, oczekując zapowiedzianych gości.
- Ja już nie wiem co ja mam z tobą zrobić! Nie daję już sobie rady. Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz? - mówiła przez łzy.
- Przecież to ty mnie olewasz. Masz Eleonore, tego chłoptasia... Jak bym się przekręciła to bym ci tylko ulżyła - wrzasnęłam.
- Tak ? To mylisz się. Obiecuję ci ! - kobieta podniosła się z krzesła.
- Ale co ? - zapytałam zdziwiona.
- Jak tylko stąd wyjdziesz to jakiegoś psychologa ci znajdę albo do jakiegoś psychiatryka cię dam ! - rzuciła walizkę i wyszła.
Złapałam za walizkę i zaczęłam się rozpakowywać. Postanowiłam się też przebrać. Zabrałam całą walizkę i pomaszerowałam do szpitalnych łazienek. Delikatnie się umyłam. Musiałam uważać na poharatane ręce. Ubrałam na siebie luźną bluzkę w biało-czarne paski z wielkim sercem, krótkie jasno dżinsowe spodenki i czerwone vansy, oraz czarne kujonki. Zauważyłam, że mama do walizki wcisnęła też mojego laptopa. Włączyłam go i siedziałam na różnych stronach, oczekując zapowiedzianych gości.
z punktu widzenia Mary
Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu to sprawdzenie nieodebranych połączeń bądź nowych wiadomości. Napisał do mnie Louis z pytaniem czy się dzisiaj spotkamy. Już miałam mu odpowiedzieć, jednak przyczaiłam, że Harry próbował się do mnie dodzwonić. Bardzo mnie to zaskoczyło. Nie utrzymywałam z nim za bardzo kontaktu. Od razu do niego oddzwoniłam:
- Mary? Nareszcie! Myślałem, że będę musiał do ciebie przyjść.
- Mary? Nareszcie! Myślałem, że będę musiał do ciebie przyjść.
- E... Co się stało?
- Suzy jest w szpitalu!
- CO?! - wydarłam mu się do słuchawki.
- Au... Kurwa to bolało!
- Au... Kurwa to bolało!
- Nie pierdol tylko odpowiadaj.
- Pocięła się wczoraj dla zabawy
- Ja pierdole... - rozłączyłam się.
Szybko dałam nura w moją szafę. Wyciągnęłam z niej luźną krótką białą bluzkę z czerwonym napisem 'Coca-Cola', spodenki z flagą USA i czerwone conversy. Poleciałam do łazienki. Zrobiłam sobie warkocza. Wyszłam w pośpiechu. Chciałam jak najszybciej ochrzanić Suzy. Na szczęście zabrałam komórkę i mogłam odpisać Louisowi. Wbiegłam do szpitala, szybko uzyskałam informację gdzie znajduję się moja najlepsza i najmądrzejsza przyjaciółka. Wleciałam do pokoju jak poparzona. Stanęłam naprzeciwko łóżka Suzy. Mordowałam ją wzrokiem. Ona odłożyła laptopa na bok, usiadła po turecku i spojrzała się na mnie:
Szybko dałam nura w moją szafę. Wyciągnęłam z niej luźną krótką białą bluzkę z czerwonym napisem 'Coca-Cola', spodenki z flagą USA i czerwone conversy. Poleciałam do łazienki. Zrobiłam sobie warkocza. Wyszłam w pośpiechu. Chciałam jak najszybciej ochrzanić Suzy. Na szczęście zabrałam komórkę i mogłam odpisać Louisowi. Wbiegłam do szpitala, szybko uzyskałam informację gdzie znajduję się moja najlepsza i najmądrzejsza przyjaciółka. Wleciałam do pokoju jak poparzona. Stanęłam naprzeciwko łóżka Suzy. Mordowałam ją wzrokiem. Ona odłożyła laptopa na bok, usiadła po turecku i spojrzała się na mnie:
- Co ty sobie wyobrażasz kurwa?!
- No nie miałam. Bo, matka przyprowadziła do domu jakiegoś facia i po prostu wybiegłam. Komórka została w pokoju. Nawet teraz nie mam jej przy sobie. A jeżeli ból fizyczny, przysłania ból psychiczny... To jest zabawne! - Susan zaczęła się śmiać jak głupia.
Ręce mi opadły, nie miałam już sił krzyczeć na nią. Czułam, że jednak to trochę moja wina, że nie byłam przy niej po tym jak pokłóciła się z Matt'em i nie wiedziałam co się z nią dzieje. Usiadłam koło niej i przytuliłam ją. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
- Nie płacz! Nie chcę dzisiaj być smutna. Mimo tych ostatnich dziwnych dni mam dobry humor... Nie płacz - otarłam jej łzy i rozmawiałam do niej jak czteroletnie dziecko. Ze mną działo się naprawdę coś dziwnego. Rozmawiałam w dziwny sposób i ten wahania nastrojów. To nie było normalne, ale ja się tym nie przejmowałam.
- Ale co ? Chodzi ci o to czemu jestem w szpitalu tak ? Ah. Za dużo problemów. Przerosło mnie to . A ból był zabawny...
- Zabawny?! Dżizas kurwa ja pierdole! Z kim ja żyje! - wydzierałam się jak głupia - Ból wcale nie jest zabawny! Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?! Niech zgadnę nie miałaś przy sobie komórki tak? - spojrzałam się na nią pełna złości.- No nie miałam. Bo, matka przyprowadziła do domu jakiegoś facia i po prostu wybiegłam. Komórka została w pokoju. Nawet teraz nie mam jej przy sobie. A jeżeli ból fizyczny, przysłania ból psychiczny... To jest zabawne! - Susan zaczęła się śmiać jak głupia.
Ręce mi opadły, nie miałam już sił krzyczeć na nią. Czułam, że jednak to trochę moja wina, że nie byłam przy niej po tym jak pokłóciła się z Matt'em i nie wiedziałam co się z nią dzieje. Usiadłam koło niej i przytuliłam ją. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
z punktu widzenia Susan
- Wybacz. Nie wiem czemu zaczęłam płakać... Nie wiem czy to przez to, że ty wylądowałaś w szpitalu, czy może przez to, że wczoraj widziałam Louisa, z którym nie widziałam się 3 lata. Nie przejmuj się tym. Kiedy wychodzisz? I w ogóle co teraz z tobą będzie? Jaki facet? Gadaj wszystko co wiesz - spojrzała się na mnie.
- Facet jakiś dziwny. Niby narzeczony matki - skrzywiłam się -Przez parę dni tu pobędę, nie wiem ile konkretnie - chwilę przestałam gadać - Ale że Tomlinsona ? - wytrzeszczyłam oczy.
- Tak, że jego... - odpowiedziałam trochę niechętnie.
- I co ? Opowiadaj może !
- No, ale co ja mam ci opowiadać? Że, gdy siedziałam z takim chłopakiem... Też Louisem nagle przyuważył mnie. Potem poszliśmy na shake. Zamówiliśmy jakiegoś o nazwie 'One Direction' i po chwili odszedł lekko zakłopotany. A potem w domu dowiedziałam się, ze jest jednym z członków tego całego One Direction! Nie wiem co on sobie myśli, tak nagle zjawiając się i co? Myśli, że znowu będzie tak jak dawniej albo przynajmniej zostaniemy przyjaciółmi? Czy po prostu tak jak powiedział przyjechał do Londynu po ma chwilę wolnego i przypomniał sobie o mnie dopiero, gdy mnie zauważył? Nie wiem... - posmutniała.
- Może z nim normalnie pogadaj? Porusz temat ostatnich trzech lat. Myślę że tak będzie najlepiej - przytuliłam przyjaciółkę.
- Myślisz, że to takie proste? Kiedyś go kochałam. Przez rok nawet więcej o nim zapominałam. Teraz, gdy się od niego uwolniłam znowu się pojawia! Jak na złość. Nawet nie wiem jaką odpowiedź chciałabym usłyszeć. Czy naprawdę za mną tęsknił i takie tam. Czy szybko o mnie zapomniał i znalazł sobie inną dziewczynę. A ty co wolałabyś się dowiedzieć? - spytała.
- Ja to chciałabym dowiedzieć się wszystkiego. A ten drugi Louis? Nie opowiadałaś mi o nim - patrzyłam się na nią bardzo zaciekawiona.
- Ten drugi... Ostatnio jak poszłam pojeździć, spotkałam go. I tak dzień po dniu, jakoś się stykaliśmy. Trudno mi ci go opisać. Na pewno jest bardzo tajemniczy. Ma czarne włosy, szare oczy. Jest trochę wyższy ode mnie... Też ma 19 lat - odpowiedziała mi już uśmiechnięta.
- Mhmmm.
- Tak, że jego... - odpowiedziałam trochę niechętnie.
- I co ? Opowiadaj może !
- No, ale co ja mam ci opowiadać? Że, gdy siedziałam z takim chłopakiem... Też Louisem nagle przyuważył mnie. Potem poszliśmy na shake. Zamówiliśmy jakiegoś o nazwie 'One Direction' i po chwili odszedł lekko zakłopotany. A potem w domu dowiedziałam się, ze jest jednym z członków tego całego One Direction! Nie wiem co on sobie myśli, tak nagle zjawiając się i co? Myśli, że znowu będzie tak jak dawniej albo przynajmniej zostaniemy przyjaciółmi? Czy po prostu tak jak powiedział przyjechał do Londynu po ma chwilę wolnego i przypomniał sobie o mnie dopiero, gdy mnie zauważył? Nie wiem... - posmutniała.
- Może z nim normalnie pogadaj? Porusz temat ostatnich trzech lat. Myślę że tak będzie najlepiej - przytuliłam przyjaciółkę.
- Myślisz, że to takie proste? Kiedyś go kochałam. Przez rok nawet więcej o nim zapominałam. Teraz, gdy się od niego uwolniłam znowu się pojawia! Jak na złość. Nawet nie wiem jaką odpowiedź chciałabym usłyszeć. Czy naprawdę za mną tęsknił i takie tam. Czy szybko o mnie zapomniał i znalazł sobie inną dziewczynę. A ty co wolałabyś się dowiedzieć? - spytała.
- Ja to chciałabym dowiedzieć się wszystkiego. A ten drugi Louis? Nie opowiadałaś mi o nim - patrzyłam się na nią bardzo zaciekawiona.
- Ten drugi... Ostatnio jak poszłam pojeździć, spotkałam go. I tak dzień po dniu, jakoś się stykaliśmy. Trudno mi ci go opisać. Na pewno jest bardzo tajemniczy. Ma czarne włosy, szare oczy. Jest trochę wyższy ode mnie... Też ma 19 lat - odpowiedziała mi już uśmiechnięta.
- Mhmmm.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz