z punktu widzenia Susan
Nie powiem, pobudka nie była za ciekawa . Już nie wiem który raz, do mojego pokoju wtargnęła mama . - A ty jeszcze śpisz ?! - wydarła się- Już pominę fakt, że nie w szkole .
Ja delikatnie podniosłam głowę, włożyłam rękę pod poduszkę i wyciągnęłam spod niej mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, by zobaczyć godzinę .
- Jest trzynasta no ...
- Wyłaź z łóżka, ubieraj się ! Ważnego gościa będziemy mieć, więc ubierz coś ładnego - tłumaczyła otwierając moją szafkę.
- Jezuuuu ! Nie szperaj mi po szafkach, okej ?! Bo mnie to denerwuje - zerwałam się z łóżka i odsunęłam mamę od mojej szafki.
- Co ? Boisz się, że znajdę tam narkotyki, papierosy czy alkohol?
- Mamo no ! Weź wyjdź z mojego pokoju .
- No ale odpowiedz .
- Po prostu wyjdź ! - pokazałam oburzona ręką w stronę drzwi . Zrobiła jak kazałam .
Bo nie ma to jak być zdenerwowanym od samego rana ... I nadal mnie męczył temat z Matt'em . By zrobić matce na złość, nie ubrałam się 'według niej' ładnie . Założyłam czarną bluzkę rozmiaru XXL z ' Call of Duty', szare rurki i czarne trampki za kostkę . Delikatnie przeczesałam włosy i spięłam je w kitkę, umyłam zęby i musnęłam oczy tuszem . Takoż zeszłam na parter . Mama była zabiegana, bardzo było widać, że jej zależy . Jak mnie zauważyła, to od razu podbiegła .
- Przecież masz lepsze ciuchy! - złapała za moją bluzkę .
- Mamo zostaw no ! - odepchnęłam jej ręce.
Nagle rozległ się po domu dźwięk dzwonka do drzwi. Ja rzuciłam się na kanapę obok młodszej siostry.
- Ej uważaj ! - wydarła się.
- O boże, księżniczka - wyśmiałam ją, a ona wytknęła mi język. Odpowiedziałam jej tym samym. Ona rzuciła się na mnie i zaczęła mnie bić a ja ją łaskotałam. Nagle obydwie zamarłyśmy, gdy zobaczyłyśmy, że obok nas stanęła mama...I jakiś facet, który ją obejmował.
- To są moje córki: Suzy i Eleonore. Dziewczynki to jest mój narzeczony: Andrew - odezwała się kobieta.
Zamarłam. Bez słowa wstałam i wyszłam. Znowu nie zabrałam telefonu. Mogłam go zabrać, bo chciałam wygadać się przyjaciółce, ale nie miałam zamiaru wracać do domu. Tak w zasadzie nie wiedziałam, co chcę teraz zrobić, więc udałam się do parku. Usiadłam pod jakimś drzewem i zaczęłam ryczeć. W tym parku mało kto przejmuje się tym, że ktoś płacze . Chciałam zmienić pozycje, więc podparłam się rękoma i coś mnie ukuło. Zaczęła lecieć krew. Zauważyłam, że dzięki temu bólowi na chwilę zapomniałam o swoich problemach. Chciałam by tych chwil było więcej. Kamień, który mnie ukuł, był dość ostry bym mogła ... Się pociąć ! Ból mnie bawił. Cięłam na przemian prawą i lewą rękę. Im głębiej wbijałam się tym bardziej się śmiałam. Miałam fazę lepszą niż po narkotykach czy alkoholu. Nagle poczułam się słabo, a obraz się rozmazał. Czułam, że ktoś mnie szarpie. Nie wiem kto to był, bo nagle straciłam przytomność. Obudziłam się na chwilę już w karetce, ale ponownie zemdlałam. Kolejny raz ocknęłam się na dobre. Leżałam w sali szpitalnej. Podłączona byłam do kroplówki, i na rękach miałam bandaże. Spojrzałam w prawą stronę, stronę okna. Przyuważyłam, że jest już ciemno. Spojrzałam w lewą stronę. Ku mojemu zdziwieniu, obok mnie siedział ...
- Harry ? - wydusiłam ochrypniętym głosem .
- Ty żyjesz ! - rzucił się na mnie i mnie przytulił .
- Co się ze mną stało ?
- Sam chciałbym to wiedzieć. Wracałem ze szkoły, pacze a ty leżysz pod drzewem cała w krwi ... Zmartwię cię . Krew nie działa jak olejek do opalania .
- Ale to było fajne ...
- Samo okaleczanie się czy co ?
- Nie wiem . Ten ból był zabawny w kit - zaczęłam gadać jak nie ja .
- Coś mi tu nie pasi - stwierdził chłopak - Brałaś coś ?
- Przedwczoraj wieczorem . Pfff wiesz co ? Ja się po prostu jaram bólem . A tak właściwie to która godzina ?
- Emm po dwudziestej. Twoja mama godzinę temu pojechała. Obawiam się, że dostanie ci się za ten wyczyn.
- Bo moja matka się jakoś specjalnie mną interesuje - przewróciłam oczami.
- Interesuje a ty tego nie widzisz - tłumaczył szatyn.
- A Mary wie?
- Nie .
- Czemu ? Ona też ma prawo.
- To powiem jej jutro.
- Proszę zadzwoń do niej jeszcze dzisiaj.
- Dobrze, ale jak wyjdę.
- A Matt?
- Go też poinformuję.
- Dziękuję.
Zastała niezręczna cisza, ale ja się tym nie przejmowałam. Rozmyślałam co na ten temat powie mój chłopak. Ciekawiło mnie też, o czym w tym momencie myśli Harry. Nagle do pomieszczenia, w którym przebywałam, wszedł mój rodzinny lekarz.
- Pan Cooper ? Pan jest w szpitalu ? - zdziwiona odezwałam się do faceta.
- Twoja mama po mnie zadzwoniła. Stwierdziła, że innych lekarzy nie uznajesz - odpowiedział mi.- A ty już musisz sobie iść -zwrócił się do Harry'rgo, a ten zrobił jak mu kazano. - Teraz to ty idź spać - znowu zwrócił się do mnie. Ja tylko przytaknęłam. Nadal byłam osłabiona. Sen był dla mnie wybawieniem. Dr.Cooper zgasił światło i zamknął drzwi. Ja po raz kolejny pogrążona w myślach zasnęłam .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz