poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział 14

z punktu widzenia Mary

Gdy zostawiłam Suzy z Mattem wyszłam przed szpital. Miałam zadzwonić do któregoś z Louisów. Jednak nie miałam pojęcia do którego i co będzie potem. Wolałam pójść na spacer z GrubSonem czy z kimś innym. Założyłam słuchawki na uszach i poszłam przed siebie. Wmawiałam sobie, że nie chce żadnego spotkać. Postanowiłam unikać stajni, parku i Milkshake City. Po godzinie spaceru zmęczyłam się trochę, co mnie trochę zdziwiło. Usiadłam na pobliskiej ławce. Widziałam stamtąd Big Bena. Zaczęłam rozmyślać nad wszystkim. Po chwili stwierdziłam, że przecież to mógł być przypadek, że Tomlinson mnie spotkał. W końcu ma prawo przebywać w Londynie. Jaka ja jestem głupia. Powinnam się cieszyć, że mogę odzyskać przyjaciela, a ja świruje i wymyślam dziwne rzeczy.
Moje myśli zakłóciły jakieś krzyki i piski, rozejrzałam się. Ujrzałam niedaleko grupę psychicznych dziewczyn i uciekających przed nimi piątkę chłopaków. Podrapałam się w tył głowy i zrobiłam swoją typową minę jak nie wiem o co chodzi. Wysiliłam wzrok. Przetarłam oczy i ujrzałam znajomego mi szatyna. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, jednak po chwili ogarnęłam, że przecież on jest sławny. Postanowiłam pobiec za nimi. W pewnym momencie chłopacy wtopili się w tłum. Fanki rozdzieliły się, a ja miałam okazję złapać Louisa. Szybko znalazłam swojego starego przyjaciela. Pociągnęłam go za sobą i weszliśmy do jakiegoś sklepu z ubraniami:
- Ej... - początkowo nie rozpoznał mnie - O Mary! Cześć! - jednak szybko się to zmieniło.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Dzięki za uratowanie.
- Nie ma za co. Chodźmy lepiej do przebieralni. Zajmie im trochę znalezienie ciebie. Codziennie tak macie? - spytałam się po drodze.
- Ale kto, co i jak? - udawał, że nie wie o co mi chodzi.
- No przecież wiem, że należysz do tego One Direction.
- Czyli, że już wiesz... Naprawdę miałem ci powiedzieć... w niedalekiej przyszłości... 
- Taa... Na pewno bym natychmiastowo się dowiedziała.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, nagle Louis dostał sms'a. Chyba od któregoś ze swoich kumpli bo poinformował mnie, że możemy już wyjść. 
Staliśmy pod tym sklepem i czekaliśmy, aż jego koledzy do nas dojdą. Usiadłam znudzona na schodach. Nagle zza rogu wyszła piątka chłopaków. Lou zaczął podążać w ich stronę, a ja za nim. 
- Poznaj moich przyjaciół: Niall, Zayn, Harry i Liam - powiedział szatyn - A to jest mo... To jest Mary - uśmiechnął się.
Chwilę staliśmy w ciszy, aż szatyn ponownie się odezwał:

- To może pójdziemy do Milkshake City ?
Wszyscy pokiwaliśmy głowami twierdząco i udaliśmy się w wybrane przez szatyna miejsce. Zamówiłam sobie ponownie szejka 'one direction' bo mi bardzo zasmakował. Już go kończyłam, gdy zauważyłam sms-a od mamy : "tata jest w domu, wracaj :)". Szybko pożegnałam się z chłopakami i uciekłam. Tak bardzo się cieszyłam, że nie zwracałam uwagi na ludzi na chodniku. Doigrałam się, wpadłam na znanego mi ze stadniny Louis'a . 
- O cześć! - wyszczerzyłam się.
- Śpieszysz się gdzieś? - zapytał.
- No powiedzmy. 
- A nie dasz się zaprosić chociaż na mały spacer? - zrobił minę szczeniaczka. Nie wiedziałam czy się zgodzić. Tak bardzo chciałam zobaczyć się z tatą, jak i iść z nim na ten spacer. - Chociaż piętnaście minut - minę z minuty na minutę miał coraz słodszą. 
- Dobrze, ale piętnaście minut, bo naprawdę się śpieszę - Chłopak zaczął się cieszyć - Ale nie idźmy w okolicach Milkshake City ok? - dodałam. 
- Nie wiem dlaczego, ale ok - uśmiechnął się.
Chodziliśmy ulicami pięknego Londynu wygłupiając się. W pewnym momencie spojrzałam na zegarek. Nie piętnaście minut, a dwie godziny minęły. Ja nawet nie zauważyłam kiedy. Ponownie uciekłam od kolejnego Louis'a. Jak tylko wpadłam do domu, rzuciłam się na tatę. Do końca dnia siedziałam z tatą. Oglądaliśmy jakieś filmy i również się wygłupialiśmy. Potem zasnęłam na fotelu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz