niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział 2

Z perspektywy Mary

Po wrobieniu Mike postanowiłam wrócić do swojego pustego domu. Obecnie nikogo pewnie w nim nie ma. Matka gdzieś cyka wszystkim fotki, a ojciec szwęda się gdzieś po kraju. Jedyne co mnie tam czeka to moje najukochańsze zwierzęta. Pożegnałam się z Suzy, która szykowała się na spotkanie z Mattem - jej chłopakiem. Czasem jej zazdrościłam tego, że ma kogoś takiego jak Carter, ale szybko mi to przechodziło. 
Tym razem postanowiłam się przejść, w końcu do domu tak naprawdę nie mam tak daleko. Szłam ze słuchawkami w uszach nie zwracając uwagi na przechodniów. Dzisiaj było wyjątkowo ciepło niż ostatnio, bardzo mnie to ucieszyło. Po pewnym czasie dobrnęłam do mojego domu. Po podwórku biegał najszczęśliwszy pies świata - System. Był to dwuroczny husky. Jedno oko miał błękitne, a drugie brązowe. Kochałam tego pociesznego psiaka. Gdy tylko otworzyłam furtkę zostałam zaatakowana przez niego. Bawiło mnie to, że psy się tak cieszą na widok swego właściciela, nawet jak nie było go kilka minut. Z trudem doszłam do drzwi. Poszłam nalać sobie soku. Oczywiście System był cały czas za mną. Nie odstępował mnie na krok. Weszłam do swojego pokoju. Był on szaro-czerwony. A meble i dodatki były czarne i białe. Na przeciwległej ścianie od drzwi, w kącie, przy oknie znajdowało się dwuosobowe łóżko i szafka nocna. Po prawej stronie była wielka szafa, gdzie chowałam prawie wszystko, a naprzeciwko było biurko z bardzo wygodnym fotelem. Na środku pokoju znajdował się czarny, futrzasty dywan. Pierwszą rzeczą którą zrobiłam to odłożyłam szklankę na biurko i rzuciłam się na łóżko, by uściskać Trolla - moją kotkę. Miała puszystą i gładką sierść. Od razu zaczęła mruczeć. 
Nie wiedziałam co mam ze sobą uczynić. Jest w pół do drugiej. Derp jest zajęty... A za innymi suczyznami nie przepadam. Chłopacy też pewnie coś robią. Najprawdopodobniej tylko ja i Harry (kumpel Suzy) siedzimy w swoich domach i zamulamy. Nagle mnie olśniło. Zadzwoniłam do mojej cioci, która prowadzi stadninę czy mogę wpaść do niej. Na przykład pomóc lub pojeździć. Bardzo lubiłam tam przebywać. Po chwili zadowolona szukałam w szafie jakiś dresów. Przez telefon usłyszałam pozytywną odpowiedź. Zanim wyszłam zapaliłam jeszcze papierosa. Wolałam teraz niż później. Ciocia by mnie zabiła.
Tym razem skorzystałam z autobusu. Wysiadłam pod samą stadniną. Szybko pobiegłam przywitać się z ciotką:
- Czeeść - przytuliłam ją - Na którym mogę pojeździć?
- Na moich. No chyba, że jakiś właściciel ci pozwoli na swoim - odpowiedziała mi.
- Dzięki, to ja lecę poszukać jakiegoś plebsa - powiedziałam to bardziej do siebie bo już biegłam do dalszej stadniny gdzie znajdowały się nie nasze konie. Były tam ogiery i klacze o różnej maści i chłopak w kapturze. Ucieszyłam się na jego widok i podeszłam do niego:
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Siema... - mruknął pod nosem.
- Jestem Mary, a ty? - podałam mu rękę.
- Louis - wreszcie łaskawie się odwrócił i uścisnął mą dłoń.
- Joker to twój koń? - zapytałam. Miałam nadzieję, że przyzna mi rację bo kochałam jeździć na nim. Był w sam raz dla mnie.
- Tak. Ty jesteś siostrzenicą Anny?
- Tak... - przerwał mi.
- Rozumiem, że chciałabyś pojeździć?
- No... Miło by było.
Nie odezwał się tylko otworzył boks Jokera i odszedł ze słowami, że przez kilka godzin koń jest pod moją opieką. Ucieszyłam się tak bardzo, że aż ze szczęścia podskoczyłam. Po chwili ja i koń byliśmy już gotowi do jazdy. Postanowiłam zrobić sobie małą wycieczkę po lesie. Ten kary folblut bardzo się mnie słuchał, więc Anna nie miała nic przeciwko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz