z punktu widzenia Mary
Matt postanowił, że przenocujemy u niego. Mnie i Suzy było to bardzo obojętne.
Przebudziłam się gdzieś około 12. Przeciągnęłam się, przetarłam oczy i ujrzałam, że leżę na dwuosobowym łóżku, które znajduje się w nie dużym pokoju. Towarzyszyła mu jeszcze wielka szafa. Chyba nawet większa od mojej. Po za tym i jeszcze małą szafką nic nie zauważyłam. Obok mnie leżała Suzy. Chyba nie miała zamiaru się budzić. Powoli wstałam i wyszłam po cichutku z pokoju nie chcąc kogokolwiek obudzić. Przeszukałam chyba wszystkie pomieszczenia w tym domu, jednak nikogo nie zastałam. Przez chwilę naszła mnie myśl, że jestem w jakimś cudzym mieszkaniu, ale od razu odfrunęła, gdy zobaczyłam śniadanie i kartkę od Matta w kuchni:
Przebudziłam się gdzieś około 12. Przeciągnęłam się, przetarłam oczy i ujrzałam, że leżę na dwuosobowym łóżku, które znajduje się w nie dużym pokoju. Towarzyszyła mu jeszcze wielka szafa. Chyba nawet większa od mojej. Po za tym i jeszcze małą szafką nic nie zauważyłam. Obok mnie leżała Suzy. Chyba nie miała zamiaru się budzić. Powoli wstałam i wyszłam po cichutku z pokoju nie chcąc kogokolwiek obudzić. Przeszukałam chyba wszystkie pomieszczenia w tym domu, jednak nikogo nie zastałam. Przez chwilę naszła mnie myśl, że jestem w jakimś cudzym mieszkaniu, ale od razu odfrunęła, gdy zobaczyłam śniadanie i kartkę od Matta w kuchni:
" Siema. Poszedłem z kumplami do skateparku. Zrobiłem wam śniadanie. Mary przekaż Suzy, że musimy pogadać.
Proszę nie rozpierdolcie mi domu.
Mary jak zastanawiasz się skąd wiedziałem, że to ty będziesz czytać to... no po prostu głębiej się zastanów. "
Ależ ten Matt jest inteligentny. Nie musiałam długo myśleć skąd wiedział, że to ja to przeczytam. Było to logiczne. Po wczorajszym nie sądziłabym, że to właśnie Mad wstanie pierwsza. Zabrałam śniadanie i poszłam ją obudzić. Gdy tylko podstawiłam pod jej nos sandwicha z serem topionym od razu otworzyła oczy, wyrwała mi z ręki i zaczęła chrupać. Zrobiłam to samo. Po zjedzeniu poinformowałam ją o wszystkim - że tak powiem streściłam jej skrócony plan wydarzeń.
z punktu widzenia Mary
z punktu widzenia Susan
W myślach próbowałam ogarnąć, gdzie jestem. Naglę naszła mnie myśl 'co ja wczoraj robiłam?'. Nie było tak tragicznie, bo Mary była obok a nie jakiś nie znajomy plebs. Zaczęłam po kolei wymieniać sobie wczorajsze wydarzenia, i uświadomiłam sobie, że ostatnie co pamiętam to jednorożce. Tak, głupia Mad wstrzyknęła sobie amfetaminę i myślała, że jest fajna. Stwierdziłam, że muszę siusiu i wyszłam z pokoju. Szłam bardzo znajomym mi korytarzem. Zrozumiałam, że to dom Matt'a . Nie odetchnęłam z ulgą, bo za pewne czeka mnie ważna rozmowa. Tak na prawdę to się wystraszyłam, ale sama się o to prosiłam, prawda? No tak. Zrobiłam siusiu i wróciłam do przyjaciółki .
z punktu widzenia Mary
- Jak już pewnie wiesz czeka cię poważna rozmowa z Mattem - powiadomiłam Suzy, która usiadła obok mnie.
- Wiem...
- Dobra to ty się jakoś skontaktujesz z nim, a ja lecę do domu. Ja mam innego chłopaka na głowie - powiedziałam to mając na myśli mojego brata, który pewnie się o mnie martwił.
- To ty masz chłopaka?! - wydarła się zdziwiona. Walnęłam się w twarz i poszłam ubrać buty
- No co ? - usłyszałam jeszcze zanim wyszłam.
Zamyślona szłam chodnikiem. Zastanawiałam się co powiem Mike'owi. Przez moje myśli wpadłam na jakiegoś chłopaka:
- Oł... Sorry - wymamrotałam.
- To moja wina - wstał i podał mi rękę.
Podniosłam się i ujrzałam tego samego chłopaka, którego spotkałam w stadninie:
- To ty! Nie zdążyłam ci podziękować, że pozwoliłeś mi pojeździć na Jokerze... - uśmiechnęłam się - Pamiętasz? - dodałam. Wyglądał na lekko nieogarniętego.
- No jasne. Tak. Pamiętam. Nie ma za co - chyba miał dylemat do
tego co odpowiedzieć.
- Jak się nazywasz?
- Kap... Price... Louis - wreszcie się zdecydował - A ty?
- Mary - po chwili dodałam - Mason.
- Miło mi, ale ja teraz - wskazał palcem kierunek - muszę iść.
- Pa - poszłam dalej.
Przez resztę drogi moje myśli wypełniał ten wysoki szarooki brunet. Nie wiedziałam co o nim sądzić. Zastanawiało mnie dlaczego taki był nie ogarnięty .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz