sobota, 5 maja 2012

Rozdział 21

z punktu widzenia Mary

Dzisiaj obudziłam się wyjątkowo wcześnie otóż dlatego, że kiedyś Louis przychodził do mnie w nienormalnych godzinach to znaczy rano. Ubrałam się w czerwone krótkie spodenki i czarną bluzkę w białe paski na ramiączka. Siedziałam przed tv. Zjadłam chyba z 10 kanapek albo więcej zanim Louis przywędrował do mych drzwi:
- No nareszcie jesteś!
- A miałem być wcześniej? Wydawało mi się, że nie wspominałem o której będę...
- No tak, ale zazwyczaj byłeś u mnie wcześnie rano... No, ale przecież czasy się zmieniły co nie? - machnęłam rękami i poszłam z przedpokoju do kuchni.
- Wybacz. Stwierdziłem, że lepiej będzie jak przyjdę trochę później bym nie musiał cię budzić - podreptał za mną.
Nalałam sobie soku pomarańczowego i wcisnęłam mu karton. Lekko go odepchnęłam na bok i poszłam do swojego pokoju. Oczywiście pobiegł za mną:
- Gniewasz się na mnie? - spojrzał na mnie.
- Co? Skąd to pytanie? - skrzywiłam się.
- No bo... - opuścił głowę.
Trochę smutno mi się go zrobiło nawet nie wiem czemu przecież nic się nie stało. Jednak zawsze jak odstawiał takie sceny, aż żal mi się go robiło. 
- Ogarnij się głupku - przytuliłam go.
On się nie odezwał tylko objął mnie i staliśmy tak chyba ze 2 minuty dopóki nie przeszkodził nam mój dźwięk sms. 'Hot Tamale' rozniosło się po pokoju, rzuciłam się na łóżko, a Louis wybuchnął śmiechem. Długo się nie śmiał bo jego dzwonek też się udzielił. Był bardzo pokemoniasty. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Nagle w pokoju ucichło, każdy czytał wiadomość.
'Dawno się nie widzieliśmy... Spotkamy się dzisiaj?' - Price.
Nie wiedziałam co mam mu odpisać. Bo przecież nie napiszę, że jestem w tej chwili ze swoim byłym chłopakiem. Nie wiadomo co sobie by jeszcze pomyślał.
'Bardzo chętnie, ale dzisiaj nie mogę.. :/ Jestem już umówiona. Może jutro?' - odpisałam. Uznałam to za najbardziej odpowiednie.
- To co robimy? - zwróciłam się do Louisa.
- No mam pewien plan, ale musisz zgodzić się na niego.
- To może mi o nim opowiesz? - rozsiadłam się na łóżku.
- Nie mogę. To co zgadzasz się?
Walnęłam się w głowę. No ale jak odmówić takiemu przystojniakowi, nawet jak nie wiesz o co chodzi:
- No dobra - po tych słowach bardzo się ucieszył.
- Zajebiście! Ale mam pewne pytanie. Otóż lubisz moich kumpli z zespołu?
- No sama nie wiem. Za bardzo ich nie znam, żeby ocenić, a co? - nie odpowiedział tylko pociągnął mnie za rękę.
Puścił mnie dopiero na parterze. Kazał mi ubrać buty. Założyłam swoje czarne conversy i wyszliśmy na dwór. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszył. Nie miałam pojęcia gdzie mnie wiezie i po co, ale przeczuwałam, że będzie fajnie. W końcu za długo znam tego osobnika by wątpić w jego pomysły.
Po dłuższej jeździe zatrzymaliśmy się... w polu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka tak to wyglądało. Louis otworzył mi drzwi i wziął za rękę. Dżentelmen normalnie. Po chwili drogi ujrzałam dwie bramki, czterech chłopaków i znajomą brunetkę:
- No nareszcie są! - krzyknął loczkowaty.
- Zakochańcy jebani... - mruknął mulat.
Lekko się zdziwiłam, ale uznałam, że to zignoruje. Ponownie się sobie przedstawiliśmy. Nawet dobrze bo pamiętałam tylko który to Zayn. Reszta mi się myliła. Gdy miałam uścisnąć dłoń brunetki zdziwiłam się, ale tak już konkretnie:
- Suzy!
- Mary!
Uścisnęłyśmy się. Chłopacy dziwnie się na nas spojrzeli:
- To wy się znacie? - spytał Niall.
- No raczej. To jest moja najlepsza przyjaciółka! Jakbym mogła jej nie znać? - odpowiedziałam z pogardą.
- Mogłeś mnie uprzedzić, że to Suzy przyprowadzisz - stwierdził Louis.
- A skąd mogłem wiedzieć, że ją znasz? - wydarł się blondyn.
- MORDA KURWA PLEBSY PIERDOLONE! - wrzasnęłam na cały głos.
Otrzymałam w ten sposób piękną ciszę:
- To co robimy? - spokojnie spytałam.
- Jemy!!! - krzyknął Niall wyciągając paczkę chipsów.
- Żarciee! - Suzy ucieszyła się i zaczęła gonić blondyna.
- E okej... - patrzyłam się na nich jak na idiotów, którymi właściwie byli.
- Nie wiem jak wy, ale my gramy w nogę - stwierdził Zayn pokazując czerwoną piłkę z pumy.
Louis już chciał coś powiedzieć, jednak ja byłam szybsza:
- Piiiiiiłkaaa!!! - krzyknęłam i wyrwałam mulatowi piłkę.
Zaczęłam biegać z nią jak głupia, a gdy Lou chciał mi ją zabrać kopnęłam ją na drugą połowę boiska. Po jakimś czasie dołączyła do nas Mad z Niallem. 
Graliśmy, śmialiśmy i Bóg wie co jeszcze gdzieś ze 4 godziny. Padnięci położyliśmy się na środku łąki:
- Nie no nie powiem było zajebiście, ale fajnie by było wrócić do domu... Jestem padnięta.
- No to my chłopaki się zbieramy - Louis wstał i podał mi rękę.
- Ej to ja jadę z wami! - wyskoczyła Suzy.
- No spoko, śpisz dzisiaj u mnie.
- E... - Mad na pożegnanie uścisnęła Nialla.
Ja wszystkim pomachałam i uciekłam do samochodu. Chwilę po tym już odjechaliśmy. 
Louis grzecznie nas odwiózł do domu. Od przyjazdu do 23 gadałyśmy jak głupie po czym padnięte zasnęłyśmy na podłodze u mnie w pokoju.


kurwa.

1 komentarz:

  1. Opowiadanie podoba mi się bardzo. :*
    Zapraszam do mnie na bloga :
    Pozdrawiam Liriwiki z
    http://1d-lovestory-liriwiki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń