z punktu widzenia Mary
Chwilę po wyjściu Suzy dostałam od niej sms. Zdziwiłam się, że wyszła tak bez pożegnania i nie podała powodu. Poszłam do salonu:
- Wiecie co się stało Mad?
- Suzy wybiegła, gdy zobaczyła swojego ojca - przyjęłam słowa Michaela z miną o co chodzi.
Machnęłam ręką i podreptałam do kuchni. Wróciłam na taras z paczką lay'sów. Louis próbował rozśmieszyć plebsa. Nie zauważył mnie, postanowiłam to wykorzystać i rzuciłam mu przed twarz chipsami, aż podskoczył. Rose wybuchła śmiechem, z resztą ja też. Usiadłam na krześle i zaczęłam im się przyglądać. Louis otworzył chipsy i położył paczkę na środku stolika. Wzięliśmy po garści. Tylko czarnooka siedziała z spuszczoną głową. Przechyliłam łeb i powiedziałam:
- Weź jak chcesz. Nie martw się nie gryzę - spojrzała się na mnie, a ja uśmiechnęłam się - Nie ręczę za Louisa.
- Co ja? - książę powrócił na Ziemie.
Zaśmiałyśmy się. Rose z uśmiechem wzięła kilka chipsów. A ja rozmyślałam nad dzisiejszym dniem. Była dopiero 13. Mieliśmy przed sobą calutki upalny dzień. Musiałam wziąć pod uwagę, że miałam zaopiekować się Rose. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby chociaż trochę się odzywała. No cóż, każdy przecież może być nieśmiały:
- To co robimy dziecioki? - spytałam.
- Dziecioki? Jestem od ciebie starszy. Trochę szacunku! - uniósł się Louis.
- Pierdolisz. Masz jakieś propozycję Rose, kochanie? - słodko się uśmiechnęłam.
- Nie wiem... Nie bywam w Londynie za często... - odezwała się, aż się zdziwiłam.
- To trza cię zabrać do Milkshake City!
- Big Ben? London Eye? Czy coś... - przewróciłam oczami - No chyba, że chcesz poznać moją ciocię Anne! Ma stadninę nie daleko - po ogarnięciu co powiedziałam złapałam się za głowę. Już miałam powiedzieć, że jednak ciocia dziś coś robi czy coś takiego, jednak Rose podjęła już decyzję:
- Uwielbiam konie! - wybuchła niespodziewanie.
- To idziemy do Anny - Louis wstał i pomaszerował do salonu.
- Okej, okej, ale ja chciałabym się przebrać z wczorajszych ciuchów... - stwierdziłam - A ty nie chciałbyś? Mike może ci pożyczyć. I tak pojechał na jakiś wyjazd.
- Zacny pomysł - pobiegł do pokoju mego brata.
Ja powędrowałam do siebie, zaczęłam szperać w szafie. Gdy wyciągałam przetarte krótkie dżinsowe spodenki, nagle moje drzwi od pokoju otworzyły się. Lekko się przeraziłam, jednak po chwili zobaczyłam głowę Rose. Gestem ręki zaprosiłam ją do środka, usiadła na łóżku i zaczęła się rozglądać. W tym czasie znalazłam też bluzkę na ramiączka z Jack Daniel's. Szperałam szukając moich czarnych conversów, jednak nie znalazłam ich. Za to usłyszałam:
- Ładny masz pokój... - stwierdziła.
Rozejrzałam się po nim i przyznałam jej rację. Tak jestem bardzo skromna. Gdy wychodziłam do łazienki zgarnęłam brudne ciuchy z podłogi.
Gdy ponownie weszłam do pokoju ujrzałam w nich Louisa. Był w czarnej bluzce w białe paski i beżowych spodniach. Gadał o czymś z przejęciem, machając przy tym rękoma. Uśmiechnęłam się do siebie i podeszłam do biurka. Szukałam gumki do włosów. Lou podszedł do mnie:
- Czego szukasz śli...
- Gumki do włosów - przerwałam mu.
- Po co? Zostaw rozpuszczone - uśmiechnął się do mnie - Przecież ślicznie wyglądasz!
- No dobra - przewróciłam oczami i odwzajemniłam uśmiech - A wiesz może gdzie są moje trampki?
- Koło łóżka powinny być.
I tam właśnie były, założyłam je. Zauważyłam też, że przez cały czas obserwuje mnie i Louisa Rose. Postanowiłam to zignorować.
Wyszłam z pokoju, po chwili wróciłam:
- Idziecie?
- Tak, księżniczko - Louis wyszedł i podreptał do drzwi wejściowych, ja tylko przewróciłam oczami.
- A ty na co czekasz? - spytałam się Rose.
- No bo... Chciałam się spytać... Czy mogę wziąć aparat... - spojrzała się na moją lustrzankę stojącą na biurku.
- No jasne - uśmiechnęłam się. W myślach stwierdziłam, że jesteśmy trochę podobne, jeżeli chodzi o upodobania.
Ucieszona zabrała aparat i obie zeszłyśmy na dół. Wychodząc z mieszkania krzyknęłam tylko, że wychodzimy i wrócimy wieczorem. Akurat jechał autobus, którym mogliśmy dojechać do stadniny. Po drodze modliłam się tylko by nie spotkać Price'a.
Szybko dotarliśmy na miejsce. Jak poparzona wybiegłam z pojazdu i pognałam do Anny. Spotkałam ją koło wybiegu. Przestraszyłam ją przytulając się do niej:
- Cześć!
- O cześć Mary. Ostatnio prawie cały czas tu jesteś.
- No wiem... Ale wiesz... - uśmiechnęłam się tylko - Dzisiaj przyprowadziłam taką Rose i twojego ulubieńca.
- Hm? - zdziwiła się.
Po chwili Louis z Rose raczyli do nas dołączyć:
- Louis! - krzyknęła Anna podchodząc do szatyna.
- Ciocia Anna! - przytulił ją.
- Jak ja cię dawno nie widziałam! Co robiłeś? Czemu się nie odzywałeś? Hm? - wypytywała go - Jesteś jeszcze z Mary? - zciszyła głos mając nadzieję, że jej nie usłyszę.
Przewróciłam oczami, złapałam Rose pod rękę i poszłam do stajni. Louis z Anną usiedli na ławce i zaczęli namiętnie rozmawiać. Kiedyś, kiedy szatyn był jeszcze moim chłopakiem to właśnie z tą ciotką najlepiej się dogadywał.
Zaprowadziłam Rose do boksu Connie - moją białą klacz:
- Umiesz jeździć?
- Trochę...
- To extra
Po chwili wyprowadzałam klacz na tor, pomogłam wsiąść Rose i podeszłam do Anny i Louisa:
- Już sobie dostatecznie poplotkowaliście i takie tam?
- No nie za bardzo - odpowiedział szatyn.
- To macie problem. Anno mogłabyś zaopiekować się Rose? - słodko się uśmiechnęłam.
- Masz szczęście, że jesteś moją jedyną siostrzenicą i tak cię kocham - powiedziała i odeszła.
Usiadłam koło Louisa, ten zaczął mi się przyglądać. Spojrzałam na niego z miną 'wtf':
Usiadłam koło Louisa, ten zaczął mi się przyglądać. Spojrzałam na niego z miną 'wtf':
- Hm?
- A nic takiego. Po prostu dawno cię nie widziałem i w ogóle... - spuścił głowę.
- To chyba będzie trzeba trochę nadrobić te 3 lata... Nie sądzisz?
- Zajebiście by było... Ale ja cały czas w Londynie nie będę... Mam trasy i takie tam...
- No wiem. Ale jakoś sobie poradzimy nie? Ważne, żeby znowu nie stracić kontaktu.
Chwilę uśmiechaliśmy się do siebie, nagle Louis wstał i pociągnął mnie za rękę. Poszliśmy na łąkę, szatyn usiadł po turecku, ja rozłożyłam się obok niego, opierając głowę o jego nogi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się jak za dawnych czasów. Od bardzo dawna mi tego brakowało, jednak to nie jest to samo co siedzenie z przyjaciółką.
Nagle przyszła do nas Anna z Rose:
- To co zbieracie się?
- Co? Przecież dopiero co przyszliśmy! - wydarłam się.
- Minęło z dwie godziny lub więcej od waszego przyjazdu!
- CO? - krzyknęliśmy oboje z nie do wierzeniem.
Ciocia tylko się uśmiechnęła i odeszła. Postanowiliśmy się zbierać. Po drodze próbowałam zachęcić Rose do rozmowy, jednak mi nie wyszło. Louis odprowadził nas do domu, pożegnał się i odszedł. Uprzedził mnie tylko, że może jutro do mnie wpadnie.
Okazało się, że Rose będzie u nas spać tak samo jak Josh. A to oznacza, że przejmuję pokój Mike'a. Gdy przenosiłam się przy okazji zobaczyłam czy Rose zrobiła jakieś zdjęcia. Nawet było ich sporo, jednak jedno przykuło moją uwagę. Byłam na nim z Louisem.
Usnęłam bardzo szybko ze wspaniałym humorem. Nie mogłam doczekać się jutra.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz