sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 24


 z punktu widzenia Suzy

Rano obudził mnie krzyk mamy na śniadanie. Byłam bardzo zdziwiona, ale nie gardzę tym, że ktoś robi mi jedzenie. No ale zeszłam. W jadalni cały stół był pełny jedzenia. Spodobało mi się to. Usiadłam na jednym z krzeseł . Do kuchni weszła mama bez słowa i usiadła. El była w szkole. Ja olałam sobie tą sprawę. Po co mi szkoła? Nie wiem. Nie ważne.
- Powinnaś częściej spotykać się z tym chłopakiem – powiedziała mama.
- Czemu niby? – skrzywiłam się.
- Widzę przecież, że ostatnio nie pijesz i nie bierzesz. To pewnie jego zasługa.
- Mamo… Ja mam chłopaka, a to jest tylko przyjaciel i moja sprawa czy będę się z nim spotykać czy nie ! – podniosłam ton.
- No ale zobacz jak on …
- A SKĄD WIESZ ŻE TO PRZEZ NIEGO?! – przerwałam jej.
- No ale.
- Nic nie mów już na ten temat bo mnie wkurwiasz.
- Jak ty się do matki odzywasz?!
- A CO ZA RÓŻNICA ?! Mam 19 lat, będę chciała to będę nawet do babci przeklinać!
- No a ty się dziwisz, że masz słaby kontakt z rodziną.
- Nie dziwię się.
Nastała chwila ciszy, ale musiałam coś wtrącić:
- Czy ty zawsze musisz powiedzieć coś powodując kłótnie?!
- To ty zmieniasz każdy temat w kłótnie. Nic do ciebie powiedzieć nie mogę …
- NO TO NIC NIE MÓW !
Po tym incydencie zjadłam to co miałam zjeść, nie odzywając się do matki. Nie chciałam z nią gadać. Dobrze, że El przy tym nie było. Chociaż prawda jest taka, że jej też nie lubię. Mam zjebaną rodzinę. Kilku przyjaciół dla których żyje. Nic więcej.Gratuluję autorowi mojego życiorysu, piękny dramat.
Poszłam, wzięłam rzeczy i poszłam się umyć. Postanowiłam, że dzisiaj spotkam się z Harrym. Nie tym z One Direction, tylko Harrinsonem . Dzwoniłam i dzwoniłam. Zero reakcji. Zrezygnowałam. Myślałam nad odezwaniem się do Matt’a . Już miałam wybrany numer, ale nie odważyłam się . W tej sytuacji nie umiałam rozróżnić … Kto popełnił błąd? Poszłam do parku. Usiadłam w tym samym miejscu co wczoraj. Dzisiaj było ciepło. Za ciepło.
 Ale ja siedziałam. Próbowałam zrozumieć sytuację … Na marne. A te słowa co Niall wczoraj powiedział? To jego zachowanie. Ale to jest przyjaciel, nie chce go ranić. Chociaż sama już nie wiem czy kocham jeszcze Matt’a . Coś się między nami popsuło. Tego się nie da naprawić. Chociaż…
Moje dziwne rozmyślanie przerwało uczucie siadającej obok osoby. Bałam się spojrzeć.
- Wybacz za wczoraj – usłyszałam głos Matt’a.
Jednocześnie chciałam od niego uciec, jednocześnie go przytulić. Jednocześnie powiedzieć ‘spierdalaj’, jednocześnie ‘wiesz że cię kocham?’. Milczałam nadal. Przez rozsypane myśli moje życie się komplikowało jeszcze bardziej.
- Wybaczam – wydusiłam zdenerwowanym głosem.
- Jest jeszcze jedna sprawa … - zaczął .
- Mów !
- Wczoraj moja kuzynka, ta co otworzyła ci drzwi, zaprosiła kilka koleżanek. I potem trochę się napiliśmy. Nie pamiętam co się działo. Obudziłem się nagi z nimi wszystkimi w łóżku. Postanowiłem, że ci to powiem skoro jesteś moją dziewczyną.
- Ty jeszcze śmiesz nazywać mnie swoją dziewczyną?! – wstałam zdenerwowana – Wiem że ostatnio się psuło. Wiem jak to jest być napitym. Nie raz nie dwa byłam w bez kontroli na imprezie ale nigdy … NIGDY CIĘ NIE ZDRADZIŁAM !- zaczęłam krzyczeć.
- Kotku – wstał i przytulił mnie, po czym namiętnie pocałował. – Przecież nie jestem pewien, czy cię nie zdradziłem …
- Pff ! Weź w ogóle. Ty nigdy nie byłeś pewny , czy mnie znasz ! Jakim cudem mnie tu znalazłeś? Chciałam być sama !
- Śledziłem… cię wczoraj.
- CO ?!
- Bo ty … nie ważne.
- O ty chuju. Tego to ci nie wybaczę . Z NAMI KONIEC ! – krzyknęłam.
Szłam w stronę ulicy. Jakiemuś pijakowi zabrałam butelkę wódki. Idąc piłam z gwinta . Matt biegł za mną. Próbował mnie zatrzymać słowami. Olałam go. Nie patrząc jak, koślawie szłam przez ulicę. Nawet nie szłam po pasach . Już prawie byłam przy końcu. Obróciłam się by powiedzieć mu coś.
- UWAŻAJ – krzyczał przerażony.
Spojrzałam w prawą stronę. Zobaczyłam pędzącą ciężarówkę. Nagle poczułam się odepchnięta. Upadłam na chodnik. Podniosłam głowę. Widziałam jak samochód uderza w niego. Jak on leci w powietrzu. Widziałam tą krew. To wszystko działo się w ułamkach sekund. Straciłam przytomność. Obudziłam się w szpitalu. Podniosłam się. Wybiegłam szukając go. Na korytarzu był znany mi dobrze blondyn … Niall. Ominęłam go.
- MATT MATT ! CZY KTOŚ MNIE SŁYSZY ?! JEST TU MATT? POMÓŻCIE MI BŁAGAM! POTRZEBUJĘ GO ! DO KOGO JA SIĘ BĘDĘ PRZYTULAĆ?! – zaczęłam się wydzierać.
Niall do mnie podszedł i przytulił.
- Do przytulania masz teraz przyjaciół – powiedział.
- A skąd ty tu w ogóle? – mówiłam zapłakana. Przed oczami miałam ten zły obraz.
- Ja was znalazłem. Lekarze próbują ratować twojego chłopaka,  ale nie wiadomo jak to dalej pójdzie.
I w tym momencie wyszedł jakiś lekarz.
- Chłopiec który wpadł pod ciężarówkę , nie miał nawet szans – oznajmił.
Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej płacząc. Niall siedział obok. Próbował pocieszać, też nie umiał. I tak siedzieliśmy razem z godzinę. W milczeniu. Ale naglę zebrałam się by coś powiedzieć.
- Pomimo tego, jak bardzo mnie zranił, nadal darzę go silnym uczuciem . Wspominam go i każdą chwilę spędzoną z nim z uśmiechem. Bliskość jego doprowadzała mnie do wzrostu tempa i chaosu w mojej głowie. Były momenty kiedy miałam niezmierną ochotę mu wpierdolić, ale były momenty kiedy chciałam go przytulić – mówiłam a łzy jeszcze bardziej napływały mi do oczu.
Blondyn widząc to przytulił mnie i powiedział :
- Nie powiem będzie dobrze bo wiem, że to cię wkurwi. Nie powiem, że będzie źle, bo to nie jest prawdą. Nie jestem dobry w pocieszaniu, więc jedyne co jestem teraz w stanie zrobić to cię przytulić.
No i tak zrobił. Przez te kilka godzin, przez które płakałam, Niall siedział przy mnie i mnie przytulał.
- Za oknem jest już ciemno. Chodź. Zadzwonię po Lou i odwieziemy cię do domu – powiedział chłopak.
- A zostaniesz ze mną? – zapytałam.
- Ale gdzie? – spojrzał na mnie zdziwiony.
- No w domu.
- Skoro tak chcesz – w tym czasie pomógł mi się podnieść.
Szłam do samochodu ze spuszczoną głową, w której roiły się tysiące myśli. Po przyjściu do domu zabrałam się za rozkładanie materaca.
- Nie rozkładaj będę spać na kanapie – powiedział Niall zabierając mi materac.
- Nie denerwuj mnie – pociągnęłam nosem.
- To chociaż daj mi to. Ja to zrobie – powiedział i zaniósł materac do mojego pokoju. Ja w tym czasie wyciągnęłam z szafki koc i jakąś poduszkę.
Weszłam do pokoju. Bezmyślnie rzuciłam rzeczy na materac i sama wylądowałam na łóżku. Leżałam i ryczałam. Blondyn co jakiś czas podawał mi chusteczki albo pogłaskał po ręce lub przytulił. I tak zasnęłam. W ciuchach, na łóżku pełnym chusteczek i przyjacielem śpiącym obok łóżka. 

2 komentarze:

  1. *-* Popłakałam się przy tym momencie z ciężarówką i z wiadomością o śmierci. ;c

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest wzruszający, nawet nie wiedziałam, że będzie taki motyw. Uwielbiam to opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń