z punktu widzenia Mary
Przetarłam oczy, podciągnęłam się i ujrzałam jeden wielki bałagan:
- O kurwa - to było jedyne co przyszło mi do głowy, która z resztą strasznie mnie bolała.
Wyczłapałam się z nie mojego łóżka i omijając różne ubrania, butelki, śmieci i inne dzikie rzeczy. W głowie miałam mętlik. Powędrowałam przez drzwi do innego pokoju w którym było tak samo okropnie. Tylko tym razem mijałam po drodze dziwnych ludzi, których nie do końca znałam. Spostrzegłam lustro. Od razu podbiegłam przejrzeć się w nim. Zamarłam, złapałam się za głowę. Wyglądałam tragicznie. Włosy to był jeden wielki busz. Wystawał mi stanik przez opuszczoną luźną fioletową bluzkę na ramiączkach. Miałam jeszcze na sobie czarne podarte rajstopy. Zaczęłam lekko panikować gdzie są moje spodnie. Nie zamartwiałabym się tym tak gdyby nie to, że nie miałam pojęcia jak one wyglądają. Nic nie pamiętałam z wczorajszego dnia. No dobra wiedziałam tylko, że się nudziłam w domu.
Stwierdziłam, że do tego stroju założyłabym białe spodenki. Tym świetnym tropem rozpoczęłam poszukiwania. Ujrzałam znajome portki na lampie. Zdejmując je wystraszył mnie Logan:
- O boże! Jak mnie wystraszyłeś - zeszłam ze stołu.
- Sorry... Długo nie śpisz? - spytał.
- Nie wiem... Jestem na nogach chyba gdzieś od 10 minut.
- Ja się przed chwilą przebudziłem. Mam nadzieję, że reszta też zara wstanie. Bo nie wiem o której starzy wrócą...
- Ach... To życzę powodzenia, ja spadam. Narka! - wyleciałam z jego domu jak poparzona.
Po drodze do domu ogarnęłam lekko włosy. Proszę tylko by nikogo nie spotkać znajomego, prooszę... - błagałam w myślach. Niestety wszystko musi dziać się nie po mojej myśli. Wpadłam na osobę na którą najbardziej nie chciałam wpaść... czyli na Tomlinsona. Wbiegłam na niego, aż się przewrócił a ja z nim:
- O przepraszam, naprawdę nie chcia... łam - natychmiast wstałam. Szatyn również - Cześć Louis... - złapałam się za tył głowy i uśmiechnęłam się speszona.
- Cześć... - nie ukrywał swego zdziwienia - Coś się stało?
- Co? Nie nic... Niby czemu od razu, że coś się stało...? - odpowiedziałam zakłopotana.
- No nie wiem... Taka jakaś nieogarnięta jesteś.
- Nie wyspałam się i w ogóle...
On tylko pokiwał głową. Louis nic nie wiedział o moich imprezach. Jak byliśmy razem nie brałam, ani nie brałam udziału prawie cały czas w melanżach. Byłam spokojniejsza. Ale jak się rozstaliśmy nie długo po tym zaginęła moja siostra... To był mój najgorszy rok w życiu. Strasznie kochałam Louisa i Monice. Zaczęłam brać i palić. Rok temu uzależniłam się od alkoholu. Nie było szans by Tomlinson się o tym dowiedział i wolałam by tak zostało. W głębi duszy modliłam się by uwierzył w moje słowa:
- Fajnie by było z tobą pogadać i w ogóle ale ja muszę spadać.
- To ja nie przeszkadzam, zresztą ja też muszę lecieć! Pogadamy kiedy indziej... Pa! - szybko oddaliłam się od szatyna i pognałam do domu.
Nie zważając na nic wbiłam się do chałupy i wleciałam do pokoju ignorując krzyczącą mamę. Rzuciłam się na łóżko. Znowu miałam za dużo myśli naraz, zaczęłam je układać. Najbardziej nasilającą się rzeczą była woda. Strasznie mi chciało się pić. Pobiegłam do lodówki, wyciągnęłam z niej dużą butelkę wody i zaczęłam sączyć tą cudowną ambrozję. Oderwałam się od niej dopiero w pokoju. Postanowiłam się przebrać. Wyciągnęłam jakieś czerwone, dresowe spodenki w kratkę i czarną bluzkę na ramiączka z misiem. Podreptałam do łazienki. Wróciłam z wysokim kokiem. Było przed 15. Zgłodniałam. Miranda jakby czytała mi w myślach krzyknęła by zejść na obiad. Zleciałam potrącając Mike'a. Błyskawicznie zjadłam swoją porcję plus z dwie dokładki. Niestety na trzecią zabrakło jedzenia. Wróciłam zrezygnowana do pokoju. Pół godziny później usłyszałam, że mój wyborny brat gdzieś pojechał. Od razu przejęłam jego kącik. Nie mając co ze sobą zrobić uruchomiłam xboxa. Gdy grałam najprawdopodobniej w batelfilda nawyzywałam jakiegoś czitera, który potem okazał się być Tomlinsonem. Ta... Zawsze spoko. Niestety gdzieś o 19 musiałam wrócić do swego królestwa. Gdy tylko padłam na łóżko usnęłam.
____________
sorr że taki krótki no ale no. xD
Tak na przyszłość... Piszcie co chcielibyście przeczytać w następnym rozdziale. Czemu? A no bo czemu nie :p
Stwierdziłam, że do tego stroju założyłabym białe spodenki. Tym świetnym tropem rozpoczęłam poszukiwania. Ujrzałam znajome portki na lampie. Zdejmując je wystraszył mnie Logan:
- O boże! Jak mnie wystraszyłeś - zeszłam ze stołu.
- Sorry... Długo nie śpisz? - spytał.
- Nie wiem... Jestem na nogach chyba gdzieś od 10 minut.
- Ja się przed chwilą przebudziłem. Mam nadzieję, że reszta też zara wstanie. Bo nie wiem o której starzy wrócą...
- Ach... To życzę powodzenia, ja spadam. Narka! - wyleciałam z jego domu jak poparzona.
Po drodze do domu ogarnęłam lekko włosy. Proszę tylko by nikogo nie spotkać znajomego, prooszę... - błagałam w myślach. Niestety wszystko musi dziać się nie po mojej myśli. Wpadłam na osobę na którą najbardziej nie chciałam wpaść... czyli na Tomlinsona. Wbiegłam na niego, aż się przewrócił a ja z nim:
- O przepraszam, naprawdę nie chcia... łam - natychmiast wstałam. Szatyn również - Cześć Louis... - złapałam się za tył głowy i uśmiechnęłam się speszona.
- Cześć... - nie ukrywał swego zdziwienia - Coś się stało?
- Co? Nie nic... Niby czemu od razu, że coś się stało...? - odpowiedziałam zakłopotana.
- No nie wiem... Taka jakaś nieogarnięta jesteś.
- Nie wyspałam się i w ogóle...
On tylko pokiwał głową. Louis nic nie wiedział o moich imprezach. Jak byliśmy razem nie brałam, ani nie brałam udziału prawie cały czas w melanżach. Byłam spokojniejsza. Ale jak się rozstaliśmy nie długo po tym zaginęła moja siostra... To był mój najgorszy rok w życiu. Strasznie kochałam Louisa i Monice. Zaczęłam brać i palić. Rok temu uzależniłam się od alkoholu. Nie było szans by Tomlinson się o tym dowiedział i wolałam by tak zostało. W głębi duszy modliłam się by uwierzył w moje słowa:
- Fajnie by było z tobą pogadać i w ogóle ale ja muszę spadać.
- To ja nie przeszkadzam, zresztą ja też muszę lecieć! Pogadamy kiedy indziej... Pa! - szybko oddaliłam się od szatyna i pognałam do domu.
Nie zważając na nic wbiłam się do chałupy i wleciałam do pokoju ignorując krzyczącą mamę. Rzuciłam się na łóżko. Znowu miałam za dużo myśli naraz, zaczęłam je układać. Najbardziej nasilającą się rzeczą była woda. Strasznie mi chciało się pić. Pobiegłam do lodówki, wyciągnęłam z niej dużą butelkę wody i zaczęłam sączyć tą cudowną ambrozję. Oderwałam się od niej dopiero w pokoju. Postanowiłam się przebrać. Wyciągnęłam jakieś czerwone, dresowe spodenki w kratkę i czarną bluzkę na ramiączka z misiem. Podreptałam do łazienki. Wróciłam z wysokim kokiem. Było przed 15. Zgłodniałam. Miranda jakby czytała mi w myślach krzyknęła by zejść na obiad. Zleciałam potrącając Mike'a. Błyskawicznie zjadłam swoją porcję plus z dwie dokładki. Niestety na trzecią zabrakło jedzenia. Wróciłam zrezygnowana do pokoju. Pół godziny później usłyszałam, że mój wyborny brat gdzieś pojechał. Od razu przejęłam jego kącik. Nie mając co ze sobą zrobić uruchomiłam xboxa. Gdy grałam najprawdopodobniej w batelfilda nawyzywałam jakiegoś czitera, który potem okazał się być Tomlinsonem. Ta... Zawsze spoko. Niestety gdzieś o 19 musiałam wrócić do swego królestwa. Gdy tylko padłam na łóżko usnęłam.
____________
sorr że taki krótki no ale no. xD
Tak na przyszłość... Piszcie co chcielibyście przeczytać w następnym rozdziale. Czemu? A no bo czemu nie :p
W następnym daj perspektywe Susan, a ten rozdział jest świetny
OdpowiedzUsuń