z punktu widzenia Susan
Siedziałam tak i
rozmyślałam. Usłyszałam za sobą kroki. Gwałtownie obróciłam się i zobaczyłam
... Nie kogo innego jak Harrisona.
- A ty co tu robisz? - był
zarazem zdziwiony i jakby zachwycony tym, że jestem gdzie jestem.
- Rozmyślam nad tym co
ostatnio się dzieje ... - odpowiedziałam.
- Chodzi o Matt'a?
- Po tym mi już dawno
przeszło. I tak jeszcze przed śmiercią z nim zerwałam. Jednak po dłuższym
namyśle, wybaczyłam mu to. Szkoda, że już nigdy się o tym nie dowie -
posmutniałam. - A ty?
- Co ja? - zapytał siadając
obok mnie.
- Co ty tu robisz?
- Przecież wiesz, że to jest
'moje' miejsce. Myślałem, że twoje jest pod drzewem w parku - oznajmił.
- Jaki masz problem?
- Dziewczyna ze mną zerwała.
- Tak po prostu?
- Nie kurwa, z efektami
specjalnymi!
- Ej noo! Tylko pytałam! -
szturchnęłam go.
- No dobra, dobra. Nie
bulwersuj się - przyjacielsko mnie przytulił.- A tobie co jest? Narkotyki?
Alkohol? Choroba?
- Miłość ...
- O kurwa! A co się stało?
- Najpierw Matt zginął.
Potem taki jeden mnie zgwałcił. A dzisiaj przyjaciel powiedział mi, że mnie
kocha a ja go olałam. Dlaczego nagle wszystko się pokomplikowało, a nie może
być tak jak kiedyś. Tak cudownie. Układało mi się z chłopakiem i byłam
niezależna. Teraz szkoda mi Niall'a. Nie wiem czy coś do niego czuje.
- Niall'a?
- Długa historia...
- Niekiedy życie sprawia, że
jesteśmy szczęśliwa a innym razem wpadamy w czarną rozpacz. Często ci, którym
ufamy i na których liczymy zawodzą nas. Życie nie jest takie łatwe jak by nam
się wydawało. Jednak wiara i chęć osiągnięcia zwycięstwa sprawi, ze wszystko
nam się uda.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy.
Próbowałam przemyśleć słowa przyjaciela. Rzadko mamy ze sobą kontakt. Ale jak
już mamy, to bardzo dobry. Mary niby jest moją najlepszą przyjaciółką, niby
wszystko wie i doradza, a jednak w Harrym również znajdowałam przyjaciela.
Takiego bardziej od rad. W nim mogłam szukać pomocy. Ale przecież Suzy odtrąca
wszystkich bezlitośnie.
- To może opowiesz mi tą
historie? Przecież mamy czas uśmiechnął się i czekał na moją wypowiedź.
Opowiedziałam mu wszystko ze
szczegółami.
- I nadal nie wiesz co z
Niall'em? Aha. No to mamy delikatny problem. Myślę, że takie pytanie powinnaś
na spokojnie zadać sobie - stwierdził Harry, po czym dał mi buziaka w policzek
i bez słowa odszedł. Ja się przeniosłam pod jakieś drzewo. Nawet nie wiem
kiedy, zasnęłam na siedząco.
Nagle ktoś zaczął mną trząść
. Otworzyłam oczy i nie zobaczyłam nikogo innego jak…
- Styles? – zapytałam
zaspana przecierając oczy.
- Szukaliśmy cię ! Co ty
odwalasz?! – wrzeszczał przejęty.
- Co odwalam? Śpię pod
drzewem ! Co w tym dziwnego?! – również podniosłam głos, oraz zerwałam się na
nogi.
- Gdzie coś masz? – zapytał
spokojniejszym głosem i wyciągnął dłoń.
- O co ci chodzi?!
- Wiesz o co mi chodzi.
- No właśnie nie wiem.
- Alkohol, narkotyki?
Przecież innym cudem byś tu nie spała.
- CO?!
- Zayn mi powiedział co przy tobie znalazł. Póki co tylko mi.
- Lou i Niall nie wiedzą?
- Nie wiem czemu ty ukrywasz
coś co i tak wyjdzie na jaw.
- Nie chcę byście mnie taką
widzieli. Chociaż spieprzyłam sprawę – spuściłam głowę. - Nie wiem jak Mary –
dodałam.
- Chwila! Mary też taka
jest?!
- Ona może nie w takim
stopniu.
- Jakim cudem, odkąd nas
poznałaś, po kryjomu brałaś ?
- Odkąd was poznałam wzięłam
pierwszy raz … - przyznałam się.
- No i na dobre ci to nie
wyszło.
- Może i tak, ale wolałabym,
żeby nikt o tym nie wiedział.
- Dlaczego?
- No bo tak! – podniosłam
ton i odeszłam. Nie chciało mi się z nim rozmawiać. Nasza rozmowa była by teraz
bardzo wkurwiająca. Bynajmniej dla mnie. Poszłam w stronę swojego domu. Harry Styles nie poprawił sytuacji. Nie to co
Harrison . On nie wiele pomógł . Rozmyślałam o wszystkim i o niczym. Nagle
wpadłam na kogoś. Chcąc, nie chcąc to był Niall.
- Możemy porozmawiać –
zapytał.
Pokiwałam tylko twierdząco głową bo nie wiedziałam co zrobić.
Pokiwałam tylko twierdząco głową bo nie wiedziałam co zrobić.
- To może nie tutaj.
Znajdziemy lepsze miejsce – dodał, a ja wzięłam go pod rękę i w ciszy
wędrowaliśmy.
Nie miałam pojęcia nawet
gdzie. Niby znałam go od nie dawna, ale czułam jakbym znała od dobrych dwóch
lat, jak nie więcej. Myślałam nad
tym. Jednak blondyn skręcił przy wejściu
do parku. Było dzisiaj chłodno więc nie wielu przechodniów tu przebywało.
Zaczęliśmy wchodzić po schodach. Nagle chłopak przystanął. Usiadł na jednym ze
schodków i popatrzył na mnie.
- Pamiętasz? Tu się
poznaliśmy. Z mojego natręctwa, ale jednak – wyszczerzył się.
Poczułam coś dziwnego w
brzuchu. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Uśmiechnęłam się tylko i
usiadłam obok niego.
- Wiesz… - zaczął.
- Co do wczoraj … Ja . .. Ja
przepraszam – przerwałam mu.
On nic nie powiedział. Po
prostu się uśmiechnął. Już nie spojrzał na mnie. Spuścił wzrok. Widać, że
unikał spojrzenia na mnie mimo, że było mu ciężko.
- Ale – ponownie zaczęłam –
jest jeden kłopot.
- Jaki? – to go z kolei
bardzo zaciekawiło.
- Bo nie chcę by to się
powtórzyło …
- Co ma się nie powtórzyć?
- Bo widzisz. Pamiętasz jak
się poznaliśmy? Byłam tu z powodu Matt’a. Niby ja go kochałam, on niby kochał
mnie, a nawet nie wiedzieliśmy jacy jesteśmy sobie obcy. On we mnie widział w
ogóle kogoś innego. Nie znał mnie naprawdę.
- No to ja chcę cię poznać!
Chcę wiedzieć o tobie wszystko co tylko jesteś w stanie mi powiedzieć –
nalegał.
- Nie jestem pewna czy
chcesz – przyznałam.
- Czemu niby? – skrzywił
się.
- Bo zwykle gdy ktoś mnie
poznaje… Gdy ktoś… Nie umiem nawet tego wyrazić – spuściłam głowę.
Niall przysunął się bliżej i
mnie przytulił.
- Nie musisz się śpieszyć z
tłumaczeniem – powiedział. – Ja mogę cię słuchać i słuchać. Uzależniłem się od
twojego głosu. Nie przeszkadza mi, że przez to przez parę dni zignoruje resztę…
- Przez parę dni chcesz tu
siedzieć? – zaśmiałam się .
Go również to rozbawiło.
- Nie o to mi chodziło .
Przemyśl co chcesz powiedzieć na spokojnie. Mi się nigdzie nie śpieszy. Jeżeli
ci to nie będzie przeszkadzać możesz przyjechać do mnie. Nawet na noc. Nawet na
kilka dni – mówił to wszystko poważnie i z przejęciem.
Widać, że mu zależało. Znowu
poczułam to ukłucie. Bolało mnie to, że zachowałam się podle. Chyba za bardzo
go lubiłam. Nie chciałam go skrzywdzić drugi raz. Po chwilowych przemyśleniach
odezwałam się.
- Dobrze. Pojedziemy do
ciebie i powiem ci coś o sobie, ale musisz mi coś obiecać.
- Co takiego? – na jego
twarzy pojawił się zdecydowany uśmiech.
- Obiecaj, że mogę ci zaufać
i nikomu nic nie powiesz. Obiecaj, że nie odwrócisz się ode mnie. Bo większość
ludzi, nawet jeżeli poznawało skrawek mojego życia, po prostu się odwrócili.
Mary to jedyna osoba, która wie z kim ma do czynienia a i tak się ze mną
przyjaźni.
- Dobrze. Obiecuję Ci to.
Teraz możemy iść do twojego domu. Spakujesz rzeczy i wybierzemy się do mnie.
Przy okazji może dowiesz się czegoś o mnie. Chociaż i tak połowy o mnie możesz
się dowiedzieć z Internetu – wstał po czym podał mi dłoń.
Złapałam za nią i podniosłam
się. Park był przecież niedaleko mojego
domu. Ja szłam z blondynem pod rękę. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się bo
chłopak przecież jest wszędzie rozpoznawany. Co chwilę fani. Jakoś specjalnie
nie przeszkadzało mi to. Cierpliwie
czekałam aż pójdziemy dalej. Nagle nie fan, a grupka fotoreporterów się do nas
przyczepiła. Przyśpieszyliśmy kroku . To już nie było takie fajne jak zdjęcia z
fankami. Już nawet nie moment, a byliśmy w domu . Fotoreporterzy natrętnie
stali pod moim domem i czekali. Wiem, bo spoglądałam przez okno ściągając buty.
Powoli weszliśmy do mojego
pokoju.
- Ostatni raz gdy tu byłeś,
w pokoju było w miarę czysto. Teraz lepiej uważaj – powiedziałam.
- Mam się bać? – Niall
zapytał żartobliwie.
- Tak – odpowiedziałam tonem
dość poważnym.
Chłopak chyba był lekko
podenerwowany . Otworzyłam z hukiem na
oścież drzwi do mojej sypialni.
- No to witaj w moim świecie
– rzekłam zdejmując bluzę po czym rozsiadłam się na podłodze na środku pokoju.
Niall usiadł na fotelu pełnym ciuchów i rozglądał się po pokoju . Jego uwagę
przykuły strzykawki na łóżku. Już chyba chciał o nie zapytać, ale ja mu
przerwałam.
- To na ile dni mam się
pakować?
- Tydzień wytrzymasz?
- Możliwe – stwierdziłam po czym
udałam się do szafy. Zaczęłam wyjmować z niej wszystko i rzucać za siebie.
Blondyn tylko mnie
obserwował. Ja czasem na niego spoglądałam. Potem udałam się do pokoju obok.
Był to pokój bagażowy . Przez mamy pracę, mieszkaliśmy całkiem bogato. Nigdy nie
narzekałam. Bynajmniej na rzeczy materialne nie. Zaczęłam wspinać się do
wyższej półki po moją torbę . Nie byłam jakaś specjalnie wysoka. Miałam około 167 centymetrów .
- Gdzie się wybierasz? –
usłyszałam damski głos.
Tak się wystraszyłam, że aż spadłam. Spojrzałam w kierunku drzwi. Zobaczyłam mamę.
Tak się wystraszyłam, że aż spadłam. Spojrzałam w kierunku drzwi. Zobaczyłam mamę.
- MATKO BOSKA! – tylko tyle
udało mi się wydusić po tym bolesnym upadku.
- To gdzie się wybierasz?
- Do przyjaciela –
oznajmiłam.
- Przyjaciela? – zapytała z
kpiną w głosie.
- Tak. Mam osiemnaście lat i
niech cię to gówno obchodzi!
- Osiemnaście tak? Ale
jesteś w ogóle nie odpowiedzialna!
- A co cię to obchodzi?!
- Bo jesteś na moim
utrzymaniu gówniaro!
- Ah to o to ci chodzi?! To
w takim razie jeszcze dzisiaj się wyprowadzę !
Zdenerwowana rodzicielka udała
się w stronę kuchni. Ja zabrałam 2 największe walizki i udałam się do swojego
pokoju. Rzuciłam nimi pod szafę a sama chodziłam zdenerwowana w kółko po
pokoju. Przeklinałam pod nosem . Blondyn zerwał się na nogi.
- Co się stało? – zapytał
zatrzymując mnie.
- Rozmawiałam z mamą. Jeszcze dzisiaj mam się wyprowadzić –
poleciała mi pierwsza łza, bo uświadomiłam sobie, że własna matka mnie jednak
znienawidziła. Ale przecież sama tego chciałam.
- Czemu? – skrzywił się.
- No bo wiesz… To jest jedna
z tych rzeczy o których dopiero się dowiesz.
- No to w takim razie nie ma
problemu – uśmiechnął się.
- Jak to nie? – zdziwiłam
się.
- No normalnie! Zamieszkasz
u nas! – mówił uradowany.
- Po jakimś czasie będę was
wkurwiać i mnie wyrzucicie – rzuciłam bezmyślnie.
- Nawet tak nie mów! A teraz
się pakuj. Zadzwonię do kolegi i podjedzie tu furgonetką byś mogła spakować
wszystkie swoje rzeczy.
- Niall, ja nie mogę –
powiedziałam gdy zauważyłam, że on jednak mówi poważnie.
- Możesz, uwierz mi Suzy, że
możesz – spojrzał mi prosto w oczy.
- A reszta chłopaków? Nie
mogę przecież też być dla was ciężarem!
- Myślę że w domu przyda się
jakaś kobieta!
- A Dan? Przecież…
- Ona ma swoje mieszkanie na
drugim końcu Londynu. Li prawie u niej cały czas jest. Wolą być sami – tłumaczył.
- No dobra. Mam nadzieję, że
to słuszna decyzja. Że chłopacy nie będą mieć nic przeciwko .
Ponownie poszłam do pokoju
bagażowego. Zabrałam kolejne dwie walizki i udałam się do sypialni. Zaczęłam
pakować swoje ciuchy.
- Pomogę ci – powiedział
blondyn i usiadł obok mnie na podłodze. Starannie składał ciuchy i wkładał je
do walizki. Ja się tylko do niego uśmiechnęłam. Nie miałam nic przeciwko temu
by mi pomógł. Zapełniliśmy tak już 2 walizki.
- Idę do łazienki – oznajmił
chłopak.
Ja podczas jego nieobecności
otworzyłam szufladę z narkotykami. Poupychałam je między ciuchy w walizkach.
Niall po wyjściu z łazienki nawet nie zauważył różnicy. Mógł wiedzieć co robię,
ale nie, że u niego w domu. Podczas pakowania dość się wygłupialiśmy. W
końcu podjechał jakiś samochód. Wyjrzałam przez okno.
- Chyba ten twój kolega
przyjechał. I … Harry ? – zdziwiłam się.
- Nawet lepiej, że Harry –
stwierdził Niall.
- Czemu lepiej?
- Bo on odwróci uwagę
fotoreporterów – wyjaśnił blondyn.
- To ma sens – powiedziałam
po czym odeszłam od okna.
Schowałam jeszcze laptopa w
torbę i miałam już wszystko spakowane. W pokoju zostały tylko meble. Miałam
około 10 walizek. Jedyne pieniądze jakie miałam, to oszczędności na czarną
godzinę. To była właśnie ta godzina. Moment kiedy muszę być sama za siebie
odpowiedzialna . Oznaczało to też, że będę musiała poszukać sobie pracy. Nie
będzie to łatwe w moim przypadku. Nigdy nie myślałam nad swoją przyszłością.
Wszystko olewałam. Męczył mnie fakt, co ze mną się stanie. Niall rozmawiał
przez telefon i spoglądał na mnie. Ja stałam zamartwiona. Moje życie ostatnio
się trochę pieprzy. Cały czas cierpienie. Czy to jest dorosłość? Na tym to
polega? Odpowiedzialność to cierpienie? Nagle mnie olśniło.
- Odpowiedzialność ! –
krzyknęłam.
Blondyn zdziwiony spojrzał
na mnie.
- Chciałam kota – dodałam .
– Rodzice wtedy powiedzieli, że muszę być odpowiedzialna! Ja mam przecież kota!
Ruszyłam na podwórko w
poszukiwaniu czarnego kota.
- Czego szukasz? – zapytała
El siedząca z koleżanką na ogródku . –To prawda, że się wyprowadzasz? Dlaczego
nas już nie kochasz? – zadawała mi serie pytań.
- Słuchaj Eleonor… Na razie
interesuje mnie tylko Kovu . Gdzie on jest? – odpowiedziałam na jedno pytanie,
nie chciało mi się z nią gadać.
Sama nie wiedziałam czy
kocham tę rodzinę. Siostra jak siostra . Zawsze za nią będę. Niby jej tak nie
cierpię, ale jednak nic mi przecież nie zrobiła. Oprócz tego, że się urodziła i
zajęła moje miejsce. Mamę przecież stać tylko na to by kochać jedno
dziecko. Ale to przecież nie wina El.
- Mama powiedziała że pan
Bóg go potrzebował i teraz mieszka u niego – oznajmiła siostra.
- Zajebiście – powiedziałam
pod nosem na wieść, że mój kot nie żyje.
- Susan! – młoda podniosła
ton.
- El, jeszcze jedno – nie
chciałam też z nią dyskutować na temat przekleństw. Nie cierpiała przecież ich.
Jak każde dziecko z resztą.
- Co?
- To nie ja was nie kocham,
tylko mama mnie. W sumie ja teraz, jej też. Ciebie kochać będę bo jesteś moją
siostrą. Jak byś kiedyś chciała bym komuś dołożyła, lub po prostu spotkać się
ze mną to zadzwoń. Ale przez telefon będę rozmawiać tylko i wyłącznie z tobą. Z
mamą nie. Zrozumiałaś? – uśmiechnęłam się do niej jak nigdy.
- Rozumiem – podbiegła do
mnie i się wtuliła. - Wiesz że cię kocham no nie?
- Wiem. Ja też cię kocham
ale muszę już sobie iść – oznajmiłam. Mocno ją przytuliłam, po czym cmoknęłam w
czoło i powoli oddalałam się w stronę domu.
Bez serca minęłam matkę stojącą na tarasie. Niall pomógł mi znosić walizki . Przed domem nie było już ani jednego fotoreportera. Załadowaliśmy walizki. Kolega blondyna pomógł załadować walizki. Nie było śladu nawet po Harrym. Nagle obok samochodu pojawiła się młodsza siostra. W rękach trzymała pudełeczko.
Bez serca minęłam matkę stojącą na tarasie. Niall pomógł mi znosić walizki . Przed domem nie było już ani jednego fotoreportera. Załadowaliśmy walizki. Kolega blondyna pomógł załadować walizki. Nie było śladu nawet po Harrym. Nagle obok samochodu pojawiła się młodsza siostra. W rękach trzymała pudełeczko.
- Sue poczekaj! – wołała.
- Tak? – podeszłam do niej.
Wręczyła mi pudełeczko i
powiedziała:
- Masz to otworzyć dopiero w
nowym domu, dobrze?
- Dobrze – po raz kolejny
wtuliła się we mnie a ja po prostu odeszłam, bo chłopak zza kierownicy już
trąbił na znak, że mam się pośpieszyć. Wsiadłam do samochodu . Na przedzie były
trzy siedzenia tak jak i z tyłu. Resztę obejmowało miejsce bagażowe.
- To jest Josh – oznajmił
Niall wskazując na chłopaka za kierownicą.
- Susan – podałam mu rękę, a
on ją uścisnął.
Niall siedział między nami,
więc można powiedzieć, że się o niego opierałam. No i ruszyliśmy w stronę domu
chłopaków.
Normalnie starczy mi do wojny czytania :3
OdpowiedzUsuńHahah pewnie tak :3 Ale nie chciało nam się tego jakoś specjalnie rozdzielać. Na szczęście dzięki mnie jest to takie a nie jeszcze dłuższe xd/m.
Usuńzapraszam do komentowania i czytania 30 rozdziału z perspektywy naszej baletnicy na http://mean-hungry-lovers.blogspot.com/ . Nadal kontynuujemy zabawę z pytaniami oraz jest kilka faktów o które proszono nas pod poprzednim rozdziałem :)
OdpowiedzUsuńPo tygodniowej nieobecności pojawił się nowy rozdział z perspektywy Alice na http://mean-hungry-lovers.blogspot.com/. Zapraszam do czytania i komentowania oraz przepraszam za spam :)
OdpowiedzUsuń