wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 31

z punktu widzenia Susan

Siedziałam tak i rozmyślałam. Usłyszałam za sobą kroki. Gwałtownie obróciłam się i zobaczyłam ... Nie kogo innego jak Harrisona. 
- A ty co tu robisz? - był zarazem zdziwiony i jakby zachwycony tym, że jestem gdzie jestem.
- Rozmyślam nad tym co ostatnio się dzieje ... - odpowiedziałam.
- Chodzi o Matt'a? 
- Po tym mi już dawno przeszło. I tak jeszcze przed śmiercią z nim zerwałam. Jednak po dłuższym namyśle, wybaczyłam mu to. Szkoda, że już nigdy się o tym nie dowie - posmutniałam. - A ty?
- Co ja? - zapytał siadając obok mnie.
- Co ty tu robisz? 
- Przecież wiesz, że to jest 'moje' miejsce. Myślałem, że twoje jest pod drzewem w parku - oznajmił.
- Jaki masz problem? 
- Dziewczyna ze mną zerwała.
- Tak po prostu?
- Nie kurwa, z efektami specjalnymi!
- Ej noo! Tylko pytałam! - szturchnęłam go.
- No dobra, dobra. Nie bulwersuj się - przyjacielsko mnie przytulił.- A tobie co jest? Narkotyki? Alkohol? Choroba?
- Miłość ...
- O kurwa! A co się stało?
- Najpierw Matt zginął. Potem taki jeden mnie zgwałcił. A dzisiaj przyjaciel powiedział mi, że mnie kocha a ja go olałam. Dlaczego nagle wszystko się pokomplikowało, a nie może być tak jak kiedyś. Tak cudownie. Układało mi się z chłopakiem i byłam niezależna. Teraz szkoda mi Niall'a. Nie wiem czy coś do niego czuje. 
- Niall'a? 
- Długa historia...
- Niekiedy życie sprawia, że jesteśmy szczęśliwa a innym razem wpadamy w czarną rozpacz. Często ci, którym ufamy i na których liczymy zawodzą nas. Życie nie jest takie łatwe jak by nam się wydawało. Jednak wiara i chęć osiągnięcia zwycięstwa sprawi, ze wszystko nam się uda.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Próbowałam przemyśleć słowa przyjaciela. Rzadko mamy ze sobą kontakt. Ale jak już mamy, to bardzo dobry. Mary niby jest moją najlepszą przyjaciółką, niby wszystko wie i doradza, a jednak w Harrym również znajdowałam przyjaciela. Takiego bardziej od rad. W nim mogłam szukać pomocy. Ale przecież Suzy odtrąca wszystkich bezlitośnie.
- To może opowiesz mi tą historie? Przecież mamy czas uśmiechnął się i czekał na moją wypowiedź.
Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami. 
- I nadal nie wiesz co z Niall'em? Aha. No to mamy delikatny problem. Myślę, że takie pytanie powinnaś na spokojnie zadać sobie - stwierdził Harry, po czym dał mi buziaka w policzek i bez słowa odszedł. Ja się przeniosłam pod jakieś drzewo. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam na siedząco. 
Nagle ktoś zaczął mną trząść . Otworzyłam oczy i nie zobaczyłam nikogo innego jak…
- Styles? – zapytałam zaspana przecierając oczy.
- Szukaliśmy cię ! Co ty odwalasz?! – wrzeszczał przejęty.
- Co odwalam? Śpię pod drzewem ! Co w tym dziwnego?! – również podniosłam głos, oraz zerwałam się na nogi.
- Gdzie coś masz? – zapytał spokojniejszym głosem i wyciągnął dłoń.
- O co ci chodzi?!
- Wiesz o co mi chodzi.
- No właśnie nie wiem.
- Alkohol, narkotyki? Przecież innym cudem byś tu nie spała.
- CO?!
- Zayn mi powiedział  co przy tobie znalazł. Póki co tylko mi.
- Lou i Niall nie wiedzą?
- Nie wiem czemu ty ukrywasz coś co i tak wyjdzie na jaw.
- Nie chcę byście mnie taką widzieli. Chociaż spieprzyłam sprawę – spuściłam głowę. - Nie wiem jak Mary – dodałam.
- Chwila! Mary też taka jest?!
- Ona może nie w takim stopniu.
- Jakim cudem, odkąd nas poznałaś, po kryjomu brałaś ?
- Odkąd was poznałam wzięłam pierwszy raz … - przyznałam się.
- No i na dobre ci to nie wyszło.
- Może i tak, ale wolałabym, żeby nikt o tym nie wiedział.
- Dlaczego?
- No bo tak! – podniosłam ton i odeszłam. Nie chciało mi się z nim rozmawiać. Nasza rozmowa była by teraz bardzo wkurwiająca. Bynajmniej dla mnie. Poszłam w stronę swojego domu.  Harry Styles nie poprawił sytuacji. Nie to co Harrison . On nie wiele pomógł . Rozmyślałam o wszystkim i o niczym. Nagle wpadłam na kogoś. Chcąc, nie chcąc to był Niall.
- Możemy porozmawiać – zapytał.
Pokiwałam tylko twierdząco głową bo nie wiedziałam co zrobić.
- To może nie tutaj. Znajdziemy lepsze miejsce – dodał, a ja wzięłam go pod rękę i w ciszy wędrowaliśmy.
Nie miałam pojęcia nawet gdzie. Niby znałam go od nie dawna, ale czułam jakbym znała od dobrych dwóch lat, jak nie więcej.  Myślałam nad tym.  Jednak blondyn skręcił przy wejściu do parku. Było dzisiaj chłodno więc nie wielu przechodniów tu przebywało. Zaczęliśmy wchodzić po schodach. Nagle chłopak przystanął. Usiadł na jednym ze schodków i popatrzył na mnie.
- Pamiętasz? Tu się poznaliśmy. Z mojego natręctwa, ale jednak – wyszczerzył się.
Poczułam coś dziwnego w brzuchu. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Uśmiechnęłam się tylko i usiadłam obok niego.
- Wiesz…  - zaczął.
- Co do wczoraj … Ja . .. Ja przepraszam – przerwałam mu.
On nic nie powiedział. Po prostu się uśmiechnął. Już nie spojrzał na mnie. Spuścił wzrok. Widać, że unikał spojrzenia na mnie mimo, że było mu ciężko. 
- Ale – ponownie zaczęłam – jest jeden kłopot.
- Jaki? – to go z kolei bardzo zaciekawiło.
- Bo nie chcę by to się powtórzyło …
- Co ma się nie powtórzyć?
- Bo widzisz. Pamiętasz jak się poznaliśmy? Byłam tu z powodu Matt’a. Niby ja go kochałam, on niby kochał mnie, a nawet nie wiedzieliśmy jacy jesteśmy sobie obcy. On we mnie widział w ogóle kogoś innego. Nie znał mnie naprawdę.
- No to ja chcę cię poznać! Chcę wiedzieć o tobie wszystko co tylko jesteś w stanie mi powiedzieć – nalegał.
- Nie jestem pewna czy chcesz – przyznałam.
- Czemu niby? – skrzywił się.
- Bo zwykle gdy ktoś mnie poznaje… Gdy ktoś… Nie umiem nawet tego wyrazić – spuściłam głowę.
Niall przysunął się bliżej i mnie przytulił.
- Nie musisz się śpieszyć z tłumaczeniem – powiedział. – Ja mogę cię słuchać i słuchać. Uzależniłem się od twojego głosu. Nie przeszkadza mi, że przez to przez parę dni zignoruje resztę…
- Przez parę dni chcesz tu siedzieć? – zaśmiałam się .
Go również to rozbawiło.
- Nie o to mi chodziło . Przemyśl co chcesz powiedzieć na spokojnie. Mi się nigdzie nie śpieszy. Jeżeli ci to nie będzie przeszkadzać możesz przyjechać do mnie. Nawet na noc. Nawet na kilka dni – mówił to wszystko poważnie i z przejęciem.
Widać, że mu zależało. Znowu poczułam to ukłucie. Bolało mnie to, że zachowałam się podle. Chyba za bardzo go lubiłam. Nie chciałam go skrzywdzić drugi raz. Po chwilowych przemyśleniach odezwałam się.
- Dobrze. Pojedziemy do ciebie i powiem ci coś o sobie, ale musisz mi coś obiecać.
- Co takiego? – na jego twarzy pojawił się zdecydowany uśmiech. 
- Obiecaj, że mogę ci zaufać i nikomu nic nie powiesz. Obiecaj, że nie odwrócisz się ode mnie. Bo większość ludzi, nawet jeżeli poznawało skrawek mojego życia, po prostu się odwrócili. Mary to jedyna osoba, która wie z kim ma do czynienia a i tak się ze mną przyjaźni.
- Dobrze. Obiecuję Ci to. Teraz możemy iść do twojego domu. Spakujesz rzeczy i wybierzemy się do mnie. Przy okazji może dowiesz się czegoś o mnie. Chociaż i tak połowy o mnie możesz się dowiedzieć z Internetu – wstał po czym podał mi dłoń.
Złapałam za nią i podniosłam się.  Park był przecież niedaleko mojego domu. Ja szłam z blondynem pod rękę. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się bo chłopak przecież jest wszędzie rozpoznawany. Co chwilę fani. Jakoś specjalnie nie przeszkadzało mi to.  Cierpliwie czekałam aż pójdziemy dalej. Nagle nie fan, a grupka fotoreporterów się do nas przyczepiła. Przyśpieszyliśmy kroku . To już nie było takie fajne jak zdjęcia z fankami. Już nawet nie moment, a byliśmy w domu . Fotoreporterzy natrętnie stali pod moim domem i czekali. Wiem, bo spoglądałam przez okno ściągając buty.
Powoli weszliśmy do mojego pokoju.
- Ostatni raz gdy tu byłeś, w pokoju było w miarę czysto. Teraz lepiej uważaj – powiedziałam.
- Mam się bać? – Niall zapytał żartobliwie.
- Tak – odpowiedziałam tonem dość poważnym.
Chłopak chyba był lekko podenerwowany .  Otworzyłam z hukiem na oścież drzwi do mojej sypialni.
- No to witaj w moim świecie – rzekłam zdejmując bluzę po czym rozsiadłam się na podłodze na środku pokoju. Niall usiadł na fotelu pełnym ciuchów i rozglądał się po pokoju . Jego uwagę przykuły strzykawki na łóżku. Już chyba chciał o nie zapytać, ale ja mu przerwałam.
- To na ile dni mam się pakować?
- Tydzień wytrzymasz?
- Możliwe – stwierdziłam po czym udałam się do szafy. Zaczęłam wyjmować z niej wszystko i rzucać za siebie.  
Blondyn tylko mnie obserwował. Ja czasem na niego spoglądałam. Potem udałam się do pokoju obok. Był to pokój bagażowy . Przez mamy pracę, mieszkaliśmy całkiem bogato. Nigdy nie narzekałam. Bynajmniej na rzeczy materialne nie. Zaczęłam wspinać się do wyższej półki po moją torbę . Nie byłam jakaś specjalnie wysoka. Miałam około 167 centymetrów
- Gdzie się wybierasz? – usłyszałam damski głos.
Tak się wystraszyłam, że aż spadłam. Spojrzałam w kierunku drzwi. Zobaczyłam mamę.
- MATKO BOSKA! – tylko tyle udało mi się wydusić po tym bolesnym upadku.
- To gdzie się wybierasz?
- Do przyjaciela – oznajmiłam.
- Przyjaciela? – zapytała z kpiną w głosie.
- Tak. Mam osiemnaście lat i niech cię to gówno obchodzi!
- Osiemnaście tak? Ale jesteś w ogóle nie odpowiedzialna!
- A co cię to obchodzi?!
- Bo jesteś na moim utrzymaniu gówniaro!
- Ah to o to ci chodzi?! To w takim razie jeszcze dzisiaj się wyprowadzę !
Zdenerwowana rodzicielka udała się w stronę kuchni. Ja zabrałam 2 największe walizki i udałam się do swojego pokoju. Rzuciłam nimi pod szafę a sama chodziłam zdenerwowana w kółko po pokoju. Przeklinałam pod nosem . Blondyn zerwał się na nogi.
- Co się stało? – zapytał zatrzymując mnie.
- Rozmawiałam z mamą.  Jeszcze dzisiaj mam się wyprowadzić – poleciała mi pierwsza łza, bo uświadomiłam sobie, że własna matka mnie jednak znienawidziła. Ale przecież sama tego chciałam.
- Czemu? – skrzywił się.
- No bo wiesz… To jest jedna z tych rzeczy o których dopiero się dowiesz.
- No to w takim razie nie ma problemu – uśmiechnął się.
- Jak to nie? – zdziwiłam się.
- No normalnie! Zamieszkasz u nas! – mówił uradowany.
- Po jakimś czasie będę was wkurwiać i mnie wyrzucicie – rzuciłam bezmyślnie.
- Nawet tak nie mów! A teraz się pakuj. Zadzwonię do kolegi i podjedzie tu furgonetką byś mogła spakować wszystkie swoje rzeczy.
- Niall, ja nie mogę – powiedziałam gdy zauważyłam, że on jednak mówi poważnie.
- Możesz, uwierz mi Suzy, że możesz – spojrzał mi prosto w oczy.
- A reszta chłopaków? Nie mogę przecież też być dla was ciężarem!
- Myślę że w domu przyda się jakaś kobieta!
- A Dan? Przecież…
- Ona ma swoje mieszkanie na drugim końcu Londynu. Li prawie u niej cały czas jest. Wolą być sami – tłumaczył.
- No dobra. Mam nadzieję, że to słuszna decyzja. Że chłopacy nie będą mieć nic przeciwko .
Ponownie poszłam do pokoju bagażowego. Zabrałam kolejne dwie walizki i udałam się do sypialni. Zaczęłam pakować swoje ciuchy.
- Pomogę ci – powiedział blondyn i usiadł obok mnie na podłodze. Starannie składał ciuchy i wkładał je do walizki. Ja się tylko do niego uśmiechnęłam. Nie miałam nic przeciwko temu by mi pomógł. Zapełniliśmy tak już 2 walizki.
- Idę do łazienki – oznajmił chłopak.
Ja podczas jego nieobecności otworzyłam szufladę z narkotykami. Poupychałam je między ciuchy w walizkach. Niall po wyjściu z łazienki nawet nie zauważył różnicy. Mógł wiedzieć co robię, ale nie,  że u niego w domu.  Podczas pakowania dość się wygłupialiśmy. W końcu podjechał jakiś samochód. Wyjrzałam przez okno.
- Chyba ten twój kolega przyjechał. I … Harry ? – zdziwiłam się.
- Nawet lepiej, że Harry – stwierdził Niall.
- Czemu lepiej?
- Bo on odwróci uwagę fotoreporterów – wyjaśnił blondyn.
- To ma sens – powiedziałam po czym odeszłam od okna.
Schowałam jeszcze laptopa w torbę i miałam już wszystko spakowane. W pokoju zostały tylko meble. Miałam około 10 walizek. Jedyne pieniądze jakie miałam, to oszczędności na czarną godzinę. To była właśnie ta godzina. Moment kiedy muszę być sama za siebie odpowiedzialna . Oznaczało to też, że będę musiała poszukać sobie pracy. Nie będzie to łatwe w moim przypadku. Nigdy nie myślałam nad swoją przyszłością. Wszystko olewałam. Męczył mnie fakt, co ze mną się stanie. Niall rozmawiał przez telefon i spoglądał na mnie. Ja stałam zamartwiona. Moje życie ostatnio się trochę pieprzy. Cały czas cierpienie. Czy to jest dorosłość? Na tym to polega? Odpowiedzialność to cierpienie? Nagle mnie olśniło.
- Odpowiedzialność ! – krzyknęłam.
Blondyn zdziwiony spojrzał na mnie.
- Chciałam kota – dodałam . – Rodzice wtedy powiedzieli, że muszę być odpowiedzialna! Ja mam przecież kota!
Ruszyłam na podwórko w poszukiwaniu czarnego kota.
- Czego szukasz? – zapytała El siedząca z koleżanką na ogródku . –To prawda, że się wyprowadzasz? Dlaczego nas już nie kochasz? – zadawała mi serie pytań.
- Słuchaj Eleonor… Na razie interesuje mnie tylko Kovu . Gdzie on jest? – odpowiedziałam na jedno pytanie, nie chciało mi się z nią gadać.
Sama nie wiedziałam czy kocham tę rodzinę. Siostra jak siostra . Zawsze za nią będę. Niby jej tak nie cierpię, ale jednak nic mi przecież nie zrobiła. Oprócz tego, że się urodziła i zajęła moje miejsce. Mamę przecież stać tylko na to by kochać jedno dziecko.  Ale to przecież nie wina El.
- Mama powiedziała że pan Bóg go potrzebował i teraz mieszka u niego – oznajmiła siostra.
- Zajebiście – powiedziałam pod nosem na wieść, że mój kot nie żyje.
- Susan! – młoda podniosła ton.
- El, jeszcze jedno – nie chciałam też z nią dyskutować na temat przekleństw. Nie cierpiała przecież ich. Jak każde dziecko z resztą.
- Co?
- To nie ja was nie kocham, tylko mama mnie. W sumie ja teraz, jej też. Ciebie kochać będę bo jesteś moją siostrą. Jak byś kiedyś chciała bym komuś dołożyła, lub po prostu spotkać się ze mną to zadzwoń. Ale przez telefon będę rozmawiać tylko i wyłącznie z tobą. Z mamą nie. Zrozumiałaś? – uśmiechnęłam się do niej jak nigdy.
- Rozumiem – podbiegła do mnie i się wtuliła. - Wiesz że cię kocham no nie?
- Wiem. Ja też cię kocham ale muszę już sobie iść – oznajmiłam. Mocno ją przytuliłam, po czym cmoknęłam w czoło i powoli oddalałam się w stronę domu.
Bez serca minęłam matkę stojącą na tarasie. Niall pomógł mi znosić walizki .  Przed domem nie było już ani jednego fotoreportera. Załadowaliśmy walizki. Kolega blondyna pomógł załadować walizki. Nie było śladu nawet po Harrym. Nagle obok samochodu pojawiła się młodsza siostra. W rękach trzymała pudełeczko.
- Sue poczekaj! – wołała.
- Tak? – podeszłam do niej.
Wręczyła mi pudełeczko i powiedziała:
- Masz to otworzyć dopiero w nowym domu, dobrze?
- Dobrze – po raz kolejny wtuliła się we mnie a ja po prostu odeszłam, bo chłopak zza kierownicy już trąbił na znak, że mam się pośpieszyć. Wsiadłam do samochodu . Na przedzie były trzy siedzenia tak jak i z tyłu. Resztę obejmowało miejsce bagażowe.
- To jest Josh – oznajmił Niall wskazując na chłopaka za kierownicą. 
- Susan – podałam mu rękę, a on ją uścisnął.
Niall siedział między nami, więc można powiedzieć, że się o niego opierałam. No i ruszyliśmy w stronę domu chłopaków.

4 komentarze:

  1. Normalnie starczy mi do wojny czytania :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah pewnie tak :3 Ale nie chciało nam się tego jakoś specjalnie rozdzielać. Na szczęście dzięki mnie jest to takie a nie jeszcze dłuższe xd/m.

      Usuń
  2. zapraszam do komentowania i czytania 30 rozdziału z perspektywy naszej baletnicy na http://mean-hungry-lovers.blogspot.com/ . Nadal kontynuujemy zabawę z pytaniami oraz jest kilka faktów o które proszono nas pod poprzednim rozdziałem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po tygodniowej nieobecności pojawił się nowy rozdział z perspektywy Alice na http://mean-hungry-lovers.blogspot.com/. Zapraszam do czytania i komentowania oraz przepraszam za spam :)

    OdpowiedzUsuń