z perspektywy Susan
Rzuciłam torbę w kąt i zajrzałam do szafy . Wyciągnęłam żółtą, zwiewną sukienkę z czarną kokardą. Zajrzałam na dno szafy po czarne balerinki. Przeczesałam włosy i tak wyszłam z domu. Pierwsze co zrobiłam, to udanie się do Matt'a do domu. W drzwiach spotkałam Harrego.
- O siema ! Gdzie idziesz? - uśmiechnęłam się słodko.
- Spotkać się z kimś. Wybacz, muszę iść - mówił oddalając się szybkim krokiem.
Wzruszyłam ramionami i weszłam do domu mojego chłopaka.
- No hej misiek ! - wskoczyłam na kanapę obok niego.
- Ty pacz kto przyszedł ! - cmoknął mnie w policzek.
- Idziemy gdzieś? - zapytałam.
- Masz ochotę może na spacer?
- Co prawda na jednym już dzisiaj byłam, ale uznajmy to za powrót do domu. Tak, mam ochotę na spacer - wyszczerzyłam się.
- Eee no okej. A gdzie idziemy?
- DO PARKU! - krzyknęłam tak głośno, że aż Matt podskoczył . - Oj przepraszam! - przytuliłam się do niego.
- To może lepiej chodźmy już - udaliśmy się w stronę drzwi. Szatyn ubrał buty i za rękę szliśmy do parku. Usiedliśmy wtuleni w siebie na ławce. Matt się nie odzywał nawet. Wiedział jak bardzo uwielbiam siedzieć w ciszy i patrzeć co ludzie ciekawego robią. Przyczaiłam znaną mi osobę. Domyślacie się, że to był Harry. A to się wygłupiał, a to przytulał jakąś blondynkę, a to ją pocałował. To takie słodkie patrzeć na szczęście przyjaciela. Sama patrząc na to, z wrażenia pocałowałam Matt'a.
- A cię co na takie przymilanie się wzięło? - uśmiechnął się.
- A co już nie mogę? - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- No możesz, ale tak zawsze robisz jak zobaczysz tu jakąś słodką parę. No więc, o których ci chodzi?
Wskazałam w dane miejsce.
- Ej to Harry przecież - powiedział zdziwiony.
- No wiem.
- Ah to dlatego się tak śpieszył.
- Najwidoczniej. A co on u ciebie robił?
- A przyniósł jakąś fajną gierkę, by wypróbować - tłumaczył.
- Aha. Pogramy później w coś razem ?
- Oczywiście. Z tobą zawsze - przytulił mnie mocno.
Siedzieliśmy tam jeszcze z pół godziny a potem poszliśmy do Matt'a. Graliśmy do wieczora. Zostałam u niego na noc.
z perspektywy Mary
Przetarłam oczy. Nic mi się nie chciało, nawet sprawdzić która godzina. Gdy już znów miałam usnąć nagle do mojego pokoju wparował tata z psem. Podczas jego pobytu w domu często tak robił:
- Wyłaź z wyra ty leniu śmierdzący! - rzucił we mnie gumową różową piłką Systema, który od razu wskoczył na mnie.
- Eeeeej nooo... - schowałam się pod kołdrę.
- No ale spójrz jak chce, żebyś się z nim pobawiła!
- Eeeeej nooo... - schowałam się pod kołdrę.
- No ale spójrz jak chce, żebyś się z nim pobawiła!
- Humpf... - wychyliłam się trochę z pod kołdry, a System mnie liznął tym swoim wielkim mokrym językiem - Blee! Won - zrzuciłam go z łóżka.
- Chodź na śniadanie - Michael powiedział wychodząc z pokoju i zabierając ze sobą psa.
Nie chce mi się - pomyślałam. Po kilku minutach wyczłapałam się z mojego miękkiego i wygodnego łóżka. Zeszłam do salonu w krótkich czerwonych spodenkach, szarej bluzce na krótki rękaw ze Snoopym i włochatych kapciach w kształcie królików. Usiadłam na standardowym miejscu i czekałam na śniadanko. Moja kochana mama podała mi kanapki z serem, z szynką i pomidorem i kakałko. Mike'owi dała to samo tylko bez pomidorów - nie lubi ich. Sama zrobiła sobie z białym serem i ogórkiem. Po chwili dołączył do nas tata niosący kanapki z szynką i herbatę dla siebie i mamy.
Uwielbiałam takie wspólne śniadania. Nie często u nas takie bywały. Tylko jak był Michael w domu. A tak to każdy robił w swoim własnym zakresie jeść i albo szedł do pokoju albo siadał przed tv:
- I co dzisiaj robicie dziecioki? - zapytał tata cały w skowronkach.
- Nie wiem jeszcze. Może wybije z kumplami czy coś. Wątpię, żebym siedział w chałupie.
- Ach... A ty kochanie? - zwrócił się do mnie.
Sama nawet nie wiedziałam co będę robić. Żadnego zarysu. Nic:
- E... Coś na pewno...
- Ha! Młoda nie ma co robić! Hahaha - dumny Mike wybuchnął śmiechem.
- I z czego się ryjesz? I tak jestem do przodu o tysiąc pięćset sto dziewięćset wyjść niż ty! - wypięłam pierś do przodu.
- Pff... - przewrócił oczami przygaszony.
Wypiłam resztę kakao i odeszłam od stołu. Podreptałam do siebie. Nawet nie dzwoniłam do Suzy, wiedziałam, że nie odbierze. Nie miałam na dzisiaj żadnych planów. Z Louisami nie chciałam wyjść, a Derp siedzi w szpitalu, albo gdzieś polazła już. Jedyny pomysł jaki przyszedł mi na myśl to było zamulanie w domu. Usłyszałam trzask drzwiami. Szybko wychyliłam się przez okno. Ujrzałam Mike:
- Eeej! Przejmuję twój pokój!
Ciemny szatyn pieprzył coś do mnie, ale ja już maszerowałam do jego pokoju. Ogarnęłam miejscówe i poszłam do kuchni po coś słodkiego. Rozłożyłam się na łóżku z ciastkami, chipsami i colą. Włączyłam xbox'a i pogrążyłam się w zabijaniu.
- Eeej! Przejmuję twój pokój!
Ciemny szatyn pieprzył coś do mnie, ale ja już maszerowałam do jego pokoju. Ogarnęłam miejscówe i poszłam do kuchni po coś słodkiego. Rozłożyłam się na łóżku z ciastkami, chipsami i colą. Włączyłam xbox'a i pogrążyłam się w zabijaniu.
Późnym po południem Michael wyciągnął mnie z pokoju. Poszliśmy do parku z Systemem przy okazji wzięłam aparat. Biegaliśmy, bawiliśmy się i śmialiśmy. Uwielbiam jak tata jest w domu. Powoduje on, że jesteśmy normalną, kochającą się rodziną bez problemów.
Wróciliśmy po 20. Usiedliśmy w salonie i z mamą włączyliśmy jakiś film. Niedługo po tym dołączył do nas Mike. Brakowało tylko Monici...
Wróciliśmy po 20. Usiedliśmy w salonie i z mamą włączyliśmy jakiś film. Niedługo po tym dołączył do nas Mike. Brakowało tylko Monici...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz