środa, 2 maja 2012

Rozdział 17

z perspektywy Susan

Obudziłam się o siódmej. Jak ninja wymknęłam się z domu mojego chłopaka. Często się wymykałam, ale i tak wszyscy byli już do tego przyzwyczajeni. Pognałam do domu. O dziwo moja mama już nie spała. Krzątała się po kuchni. Też zaczęłam krzątać, bo byłam głodna.Co chwilę się o siebie obijałyśmy, lecz nadal milczałyśmy.
- Był wczoraj tu jakiś chłopak. Szukał się - odezwała się moja matka.
- Ah. A jak wyglądał? - zapytałam biorąc talerz z kanapkami. Udałam się do salonu, a mama za mną.
- Em...Blondyn. Nie przyglądałam się mu - odrzekłam.
- Ależ szczegóły. Znam dużo blondynów - parsknęłam .
- Ale zostawił coś dla ciebie - uśmiechnęła się.
- Łooo. Miło - mówiłam bezinteresownie. - A co takiego?
- Kartkę z numerem.
- Telefonu? 
- Chyba tak - matka wyciągnęła ją z torebki i dała mi. Ja wsadziłam ją do kieszeni.- A i mam coś jeszcze - dodała.
- Co takiego? 
- Pół roku temu zostawiłaś u mnie w pokoju taką szkatułkę - odpowiedziała.
- Na co czekasz, dawaj ją ! - bardzo ucieszyłam się z tego powodu. 
Matka udała się do swojej sypialni i wróciła z moją rzeczą. Jak tylko wzięłam ją i popędziłam do swojego pokoju, zostawiając niedojedzoną kanapkę. Usiadłam po turecku na łóżku i otworzyłam to. Zaczęłam wyciągać z brzegu pierwsze lepsze rzeczy. Znalazły się tam między innymi: szczęśliwy kamyk, pierwsza walentynka, mała figurka charmander'a. Na samym dnie były pamiętne zdjęcia: 
Mój pierwszy chłopak i pierwszy pocałunek. Miałam wtedy może cztery latka. On
był rok starszy . Gregory Owen ... o tak . Kochałam go na zabój . Na zdjęciu widać
 nasz pierwszy i ostatni pocałunek. Może nie taki prawdziwy, ale jednak. Greg 
przeprowadził się do Francji. Ciekawi mnie jak tam sobie radzi :)
Na zdjęciu : Ja i Kovu. 
To zdjęcie było zrobione po powrocie od fryzjera. Powiem wam, że śmiesznie 
wyglądałam w prostej grzywce. Mary biegała za mną po całym domu by zrobić
mi zdjęcie. Mój geniusz mnie nie opuścił, zasłaniałam się kotem :)
A tu mój cwaniaczek - Kovu. Kocham to zdjęcie! Nigdy nie mogłam
przestać się na nie gapić :)
A tu mój kolejny chłopak - Charlie Parker. Chodziłam z nim, zanim poznałam 
Matt'a . Na Rudo farbuje się już od 4 lat. 
A na tym zdjęciu jestem już z Matt'em. To było nawet chyba na 
początku naszego związku :) 
Na koniec znalazłam jeszcze zdjęcie moich rodziców ze ślubu.

Łezka aż mi poleciała. Nagle do mojego pokoju wparowała Mary. Z hukiem usiadła na krześle i powiedziała: 
- Ej wieśniaku ! A ty nawet nie powiedziałaś, że ze szpitala cię wypuścili? - powiedziała zezłoszczona. 
- Nie wypuścili tylko uciekłam . 
- Oj a co za różnica ?! - przyjaciółka bulwersowała się. 
- Ej Derpina ogar ! Spotkałam się wczoraj z Matt'em - mówiłam chowając wszystko z powrotem do szkatułki. 
- Ty pacz. Odzyskałaś ? Jak ?
- Mama znalazła gdzieś - odłożyłam szkatułkę na biurko. 
- Ah. Przyszłam tak wcześnie, bo bałam się, że znów się gdzieś zapodziejesz .
- A skąd wiedziałaś, że nie jestem w szpitalu?
- Byłam tam . Powiedzieli, że cię nie ma - mówiła oburzona przyjaciółka.
- Aha ... Może pójdziemy do Milkshake City? - uśmiechnęłam się.
- Ło Jezu. Ostatnio często tam bywam, ale skoro nalegasz to się nie sprzeczam - wstała i udała się do drzwi.
- Poczekaj ! - krzyknęłam.
- Co znowu? - wróciła się.
- Muszę się przebrać .
- Nie pierdol, chodź - pociągnęła mnie za rękę. 
Nawet nie wiem kiedy, znalazłyśmy się już na miejscu. Ja zamówiłam "Hollywood Shakeup", a Mary "One Direction". Trochę mnie to zdziwiło, ale zignorowałam to. Siedziałyśmy tak parę godzin. Nagle poczułam wibracje dzwoniącego telefonu. 
- Halo? - powiedziałam do słuchawki.
- Suzy ? Gdzie ty kurwa jesteś?! - usłyszałam głos przerażonego Matt'a.
- A siedzę sobie z Mary w MSC - odpowiedziałam spokojna.
- Ja już się o ciebie bałem.
To takie miłe-pomyślałam.
- Miałam napisać do ciebie, ale tak jakoś zapomniałam.
- O boże, co ja z tobą mam - zaśmiał się.
- Jak to mój tata mówił? "Cyrk i dzicz Bicz" - zaczęłam się śmiać. Z resztą Mary też. 
- Dobra kochanie, to ja wam nie przeszkadzam. Miłego dnia .
- To pa pa - rozłączyłam się.
- "Cyrk i dzicz Bicz" - Mary nie mogła przestać się śmiać. 
Zamówiłyśmy jeszcze po jednym szejku i wyszłyśmy. Szwędałyśmy się po ulicach pięknej stolicy i wygłupiałyśmy się. Brakowało nam czegoś takiego. Takich chwil spędzonych razem, nie mogąc przestać się śmiać. Ostatnio mało czasu spędzałam z Mary. A to z nią powinno go być najwięcej. Pewnie wkurza ją to, że za dużo czasu spędzam z Matt'em czy Harry'm. Jednak już o godzinie siedemnastej moja zacna przyjaciółka dostała sms-a i pognała gdzieś. Ja nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Z Matt'e, spędziłam wczoraj cały dzień, Harry'emu nie chciałam przeszkadzać, a Mary poszła sobie. Przyszła mi do głowy myśl, że zadzwonię do Niall'a. Wyciągnęłam kartkę z numerem i zadzwoniłam. Umówiliśmy się w parku. 
- Czemu wczoraj przyszedłeś po mnie ? - to było pierwsze co do niego powiedziałam.
- Nudziło mi się. Odprowadzając cię dowiedziałem się gdzie mieszkasz - wyszczerzył się.
- Masz zamiar mnie teraz napastować? 
- Nie lubisz mnie? - spuścił głowę i udawał, że płacze.
- Oj ogarnij się - szturchnęłam go. - Lubię cię przecież .
Blondyn podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Jak bym cię nie lubiła to bym po ciebie nie dzwoniła - uśmiechnęłam się.
- Hmmm to ma sens - również się uśmiechnął. 
Poszliśmy na spacer i dużo gadaliśmy. Z chwili na chwilę lubiłam go coraz bardziej. Okazało się, że w wielu przypadkach jesteśmy podobni. Około dwudziestej byłam w domu padnięta i głodna. Zrobiłam sobie zupkę chińską i poszłam do pokoju. 
Cały dzień na mieście, ja pierdole - pomyślałam włączając facebooka. Popisałam trochę z Mary i zjadłam zupkę, a potem padłam zmęczona na łóżko i zasnęłam .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz