środa, 2 maja 2012

Rozdział 18

z punktu widzenia Mary

Fajnie było znowu gdzieś wyjść z Suzy. Nie pamiętam kiedy ostatnio zrobiłyśmy taki wypad. Jednak w końcu ktoś popsuł naszą zabawę. Dokładniej Tomlinson napisał do mnie. Nie mam pojęcia skąd ma mój numer telefonu, ale zaproponował spacer. Suzy sama powiedziała, że mam do któregoś zadzwonić czy coś, więc uznałam, że pójdę z nim. Pożegnałam się z Derpem i pognałam na spotkanie. Umówiliśmy się pod Big Benem. Gdy dotarłam on już czekał na ławce. Postanowiłam go zajść od tyłu. Dokładnie jak z moimi zamiarami wystraszył się tak, aż podniósł swą damską dupę:
- Matko boska przestraszyłaś mnie! - krzyknął.
- Naprawdę? No co ty nie powiesz! - wybuchłam śmiechem podchodząc do niego.
- W ogóle to cześć - przytulił mnie i zaczął mi się przyglądać.
- Coś się stało?
- Nie. Po prostu patrze jak ślicznie dzisiaj wyglądasz. Z resztą jak zwykle - uśmiechnął się.
Byłam w krótkich dżinsowych spodenkach, białej bluzce na krótki rękaw z myszką miki. Na nogach miałam czarne conversy. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Nie widziałam w moim wyglądzie czegoś wspaniałego, ale komplement zawsze spoko.
- To co robimy? - zapytałam.
- Pójdźmy przed siebie - zazwyczaj otrzymywałam od niego taką odpowiedź na moje pytanie.
- Haha. Okej. A chłopacy co robią? 
- Liam z Danielle, Harry gdzieś tam się szwęda, Zayn śpi, a Niall szykuje się na jakieś spotkanie czy coś.
- Ach... A ty się nudzisz, więc napisałeś do mnie - spojrzałam na niego.
- Co? Nie, nie! Od rana miałem pomysł spotkania się z tobą. A ten właśnie moment uznałem za najstosowniejszy - słodko się uśmiechnął.
- Tak, tak - lekko go szturchnęłam.
Zaczęliśmy się popychać i śmiać. Poszliśmy do parku, gdzie mieliśmy jeszcze większą zabawę. Szybko Louis zaproponował małą wycieczkę. Oczywiście przystałam na tą propozycję. Miałam chwilę poczekać. Wrócił w samochodzie. Wsiadłam i pojechaliśmy. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się w jakimś lasku. Gdy tylko wysiadłam Louis pociągnął mnie za rękę. Zatrzymał się na malutkiej polance pośród drzew. Zauważyłam jezioro... albo rzekę i huśtawkę. Od razu mi się przypomniało, że to było nasze ulubione miejsce. Zawsze tutaj przyjeżdżaliśmy, jak tylko była okazja. Rzuciłam się na moje ulubioną miejscówę - huśtawkę. Louis zaczął mnie bujać. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wspominaliśmy tamte czasy i takie tam.
Nagle zrobiło się ciemno. Nie zauważyliśmy kiedy ten czas minął. Było już po 22. W samochodzie usnęłam ze zmęczenia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz